wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 11




Kiedy otworzyłam oczy oślepiła mnie smuga światła wpadającego przez okno.
Idealny dzień żeby się zabić! – pomyślałam zakrywając sobie twarz poduszką. 

Normalnie szybko zbiegłabym na dół, żeby zobaczyć się z chłopakami, ale nie tym razem. Chciałam jak najdłużej zostać w swoim pokoju, gdzie nie muszę udawać przed wszystkimi, że jest OK.

Wiedziałam, że O N A tam będzie. Super uśmiechnięta i usatysfakcjonowana, że zajęła moje miejsce w jego życiu.
 Dlaczego się nim zainteresowała? Bo jest sławny? Bo dobrze wygląda? Bo ma kase?

Nie wiedziałam tego, ale doskonale wiedziałam za co ja go kocham. Kocham go za uśmiech, którym każdego dnia poprawiał mi humor. Kocham go za ten błysk w jego oku, kiedy coś razem robiliśmy. Kocham go za jego śmiech, którym zarażał wszystkich dookoła. Kocham go jako osobę. Nie za wygląd, nie za popularność, tylko za to jaki jest. Bo jest doskonały. Na jego widok każda komórka mojego ciała krzyczała: „Ej ty! Kocham Cię! Nie widzisz tego?”. On nie widział. Może nie chciał widzieć. 
Byłam dla nich tylko ciężarem. 
 Nie wiem kim ta dziewczyna tak naprawdę jest i jakie ma zamiary, ale choćbym miała zdechnąć to się tego dowiem. 
 
Kiedy już zdołałam się przełamać i wyjść z łóżka musiałam się jakoś ubrać na to spotkanie z fanami, na które mieliśmy dziś pojechać, a na które wcale nie miałam ochoty. 

Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej moje obcisłe jeansy przetarte na kolanach, i stary sweter,

który zakryje moje rany. Pomijając fakt, że nie mogłam poruszać rękami, to nic mi nie było. Nie licząc złamanego serca.

To śmieszne, że im bardziej się kogoś kocha to tym bardziej się tę osobę rani. Chciałabym być osobą, którą boi się stracić. Chciałabym być tą jego jedyną. Wiedzieć, że mam go teraz, jutro, w następny poniedziałek i w następną Wigilię też. Niczego nie pragnęłam bardziej. Był moim sensem życia. Nie mogłam go stracić.

Uwielbiałam, kiedy podchodził od tyłu i zakrywał mi oczy. Uwielbiałam, kiedy bawił się moimi włosami. Uwielbiałam być blisko niego. Teraz widzi tylko ją. Mnie już nie ma dla niego.
Jem śniadanie, uśmiecham się, oddycham, ale te czynności nie mają już dla mnie żadnego sensu. Żadnego. Bez niego nic nie ma sensu.

Jadąc samochodem nie mówiłam nic. Nikt się nie przejął moim stanem. Czułam na sobie tylko wzrok Harrego. Czułam go. 

Na miejscu spotkaliśmy się z wielką grupą fanów, których ochroniarze odpychali od chłopców. Pomimo ich namówień zostałam jeszcze na zewnątrz.

Wiem, że nie powinnam, ale musiałam zapalić. Lepsze to, niż żebym znów miała się pociąc.

Razem z dymem uleciała ze mnie cała frustracja. Została tylko obojętność. Pustka. Obojętnym wzrokiem omiotłam dziewczynki krzyczące ich imiona pod budynkiem. Też kiedyś taka byłam. Poszukajcie szczęścia dziewczyny, kogoś kto wam je da, bo oni tego nie będą robić do końca życia.

Weszłam do środka. Idąc korytarzem usłyszałam Emily rozmawiającą z kimś przez telefon. 

„Mówię Ci! Omotałam go sobie wokół palca. Zrobi wszystko o co go poproszę. Biega za mną jak jakiś piesek. Już dawno zapomniał o tamtej… jak jej tam? Nie ważne. Załatwię, żeby było o nas w mediach jak najgłośniej, a potem się rozstaniemy! Mówię Ci to genialny plan! Haha a on myśli, że obchodzi mnie on naiwny chłopczyk…. „

Wiedziałam, że ona coś ukrywa! Musiałam go znaleźć w tej chwili!

Biegłam ile sił w nogach zaglądając do każdego pokoju, aż wreszcie na niego wpadłam. 

- Niall! Posłuchaj mnie. Przechodziłam korytarzem i słyszałam jak Emily rozmawiała z kimś przez telefon, że omotała Cię wokół palca i wykorzysta, żeby zostać sławna. Wiedziałam, że to tylko o to jej chodzi! – powiedziałam zdyszana. 

- Chyba sobie żartujesz. Jak to chce zdobyć tylko moją sławę? Czyli już żadna dziewczyna mnie za nic nie może pokochać, bo od razu chodzi jej o to, żeby zostać sławną? Nie załamuj mnie. – Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.

- Mówię Ci to co słyszałam. Niall nie wymyśliłabym tego! Nie ufasz mi? – czułam, że mam łzy w oczach.

- A co ma do tego zaufanie? Jesteś po prostu zazdrosna, że więcej czasu spędzam z nią! Nie myślałem, że jesteś do tego zdolna. – CZY ON JEST JAKIŚ ŚLEPY?

Nagle zaczełam się śmiać. Z samej siebie. Ze swojej żałosnej sytuacji. 

On po prostu pokręcił głową, odwrócił się i odszedł. A ja stałam tam i się śmiałam. Osunęłam się na ścianę i usiadłam na podłodze opierając się plecami o nią.

Co się z nami stało? Kiedy on przestał mi ufać? Kiedy się tak od siebie oddaliliśmy? Czy mnie coś ominęło? 

Byłam przy nim zawsze…. W sumie to ostatnio już przed jej pojawieniem się nie rozmawialiśmy już tak często.
 Nie mówił mi już co go trapi, nie opowiadał jak się czuje.
 Odsunął mnie od siebie.
Jak mogłam tego nie zauważyć? Jak? 
Co się z nami stało? To boli.