piątek, 28 listopada 2014

Rozdzial 13


Oddychałam ciężko.
Słyszałam tylko stłumiony głos Harrego.
-O boże Rose co się stało? Co się stało? Słyszysz mnie? - ja jednak nie miałam siły żeby odpowiedzieć na którekolwiek z tych pytań.

Patrzyłam na niego tylko błagalnym wzrokiem.
W myślach krzyczałam do niego żeby mnie stąd zabrał.
Chciałam żeby znów było tak jak kiedyś.
Chciałam się budzić w moim pokoju i biec na dół w pośpiechu, żeby uściskać Nialla.
Tak bardzo za nim tęskniłam.
Był dla mnie wszystkim.
Nie chce życia bez niego. Nie chce.

Pojechaliśmy do domu.
Wszyscy już spali.
Harry pomógł mi wejść po schodach.
Siedziałam teraz na swoim łóżku. Do pokoju wpadała przez okno smuga światła.
Wyjrzałam przez nie na zewnątrz i patrzyłam w gwiazdy.
Tak bardzo chciałabym, żeby wreszcie było dobrze.


Dlaczego cały czas tracę tych, na których najbardziej mi zależy?
Dlaczego to się dzieje?
Dlaczego nie mogę mieć normalnego życia?

Łzy spłynęły mi po twarzy.
Usiadłam na podłodze i ścisnęłam się za nogi, próbując stłumić swój szloch.
Tak bardzo chciałabym się zmienić, ale nie potrafię tego zrobić.
On zasługuje na kogoś lepszego niż ja.
Kogoś z kim będzie się dogadywał.
Kogoś kto będzie go kochał i będzie dawał mu szczęście.
Tylko tego dla niego chce.

W tym momencie Niall wszedł do pokoju.
Stanął w progu i patrzył na mnie z przerażeniem.

-Tak bardzo Cie przepraszam- wyszeptałam przez łzy.

-Przecież nie masz za co - uśmiechnął się do mnie, ale widziałam, że w jego oczach zbierają się łzy.

-Za to jaka jestem. Za to, że nie zawsze przy Tobie jestem kiedy tego potrzebujesz. Za to, że nie potrafie sie cieszyć Twoim szczęściem. - dusiłam się łzami, ale dalej mówiłam.

-Przepraszam Cie za to, że niszczę coś na czym Ci zależy. Przepraszam, że musiałeś mnie spotkać, lepiej by Ci było beze mnie. - uśmiechnęłam się do niego z bólem.

-Dlaczego tak uważasz? - objął moją twarz swoimi dłońmi żebym spojrzała na niego.

-Bo za dużo od Ciebie wymagam. Oczekuje od Ciebie tego, że  będziesz mnie kochał już na zawsze, bez reszty, że będę dla Ciebie najważniejsza, że dla mnie będziesz w stanie zrobić wszystko.. - powiedziałam na jednym wydechu.

-Chciałabym, żebyś mnie kochał tak jak ja Ciebie... - dodałam półgłosem.

-Nie płacz, przecież nic się nie stało - próbował mnie pocieszyć.

- Wiesz jak to cholernie trudne być z kimś co nie czuje tego co ty? To tak jakby być z kimś na siłę. I każdego pierdolonego dnia zastanawiasz się czy coś się zmieniło
I przy każdej kłótni boisz się ze to już może być ten cholerny koniec, bo tak bardzo Ci zależy na tej osobie. Ona jest sensem Twojego życia. To dzięki niej masz sile, żeby oddychać. Ja już nie mam takiej osoby.- zdjęłam jego ręce z twarzy, wstałam, zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do wyjścia.

- Przepraszam Cie bardzo za wszystko, zawsze będę o Tobie pamiętać, zawsze będę Cie kochać. - powiedziałam zatrzymując się przy drzwiach.

Po moim policzku spłynęła ostatnia łza.
Czas pozwolić mu być z kimś, kto da mu szczęście, bo ja chyba nie potrafię.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 12



Siedziałam na korytarzu oparta o ścianę, wsłuchując się w głosy dochodzące z sali, gdzie wszystko sie odbywało.
Odpowiadali na pytania zadawane przez przypadkowe dziewczyny, które zapamiętają ten dzień do końca życia, a oni zapomną o tym jak tylko stamtąd wyjdą.
Takie jest życie.
 Chcesz być dla kogoś najważniejsza, ale zawsze znajdzie osoba, która perfidnie zajmie wasze miejsce śmiejąc się wam w oczy.

Po mojej twarzy spłynęły kolejne łzy zostawiając za sobą szare smugi.
Usłyszałam głos Nialla.
- Tak, Emily to moja dziewczyna, jest najważniejszą kobietą w moim życiu, razem z moją mamą, nie wyobrażam sobie bez niej życia.

Śmieszne.
 Dokładnie to samo czułam do niego, zabawne prawda?

Wyszłam stamtąd, kiedy usłyszałam, że wracają tutaj.
 Nie chciałam żeby mnie zobaczyli w takim stanie. Zaraz zaczęłyby sie pytania.
Wstałam i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
 Usłyszałam za sobą głosy chłopaków.
 Zaczęłam biec.
Przez łzy nic nie widziałam.
Wybiegłam na drogę i usłyszałam  pisk.
Poczułam ból na całym ciele.
Jedyne co zapamiętałam to ból.
I niezmącony spokój.



Obudziłam się w szpitalu. Tony kabli podtrzymujących moje nic nie warte życie były podłączone do mojego ciała.
Ostre światło lamp raziło mnie w oczy, które cały czas mrużyłam starając się przyzwyczaić oczy.
Byłam sama na sali. Przeszywała ją niesamowita cisza przerywana popiskiwaniem maszyny mierzącej mój puls.
Białe ściany mnie przytłaczały.
Zauważyłam, że na moje ręce został założony świeży opatrunek.
To nie był zwykły szpital.
Nie było dużego okna na ścianie, przez które do sali zaglądaliby nerwowo ludzie, którzy tylko czekają aż się obudzę.
Byłam w psychiatryku.
Zostałam sama.
Kompletnie sama.

Tak nie może być.
Nie mogę odpuścić. Kocham go. Będę o niego walczyła do końca.
Odłączyłam wszystko i wstałam z łóżka podchodząc do okna i sprawdzając czy jest jakaś droga, która mogłabym się niepostrzeżenie wydostać.
Byłam na drugim piętrze. Pod oknem był dach, a obok dość wysokie drzewo.
Upewniłam się, że nikogo nie ma na zewnątrz.
Wystawiłam nogę przez okno i postawiłam bosą stopę stawiając ją niepewnie na zimnym dachu.
Przeniosłam powoli ciężar ciała na drugą nogę.
Byłam na zewnątrz.
Zimne powietrze w przyjemny sposób drażniło moje nozdrza i wypełniało moje płuca.

Krok po kroku zbliżałam się do krawędzi.
Moje długie, czarne włosy niesfornie opadały mi na twarz. Z lewej strony była na nich wyczuwalna zaschnięta krew.

Do drzewa brakowało mi co najmniej dwa metry.
Zaryzykowałam.
Cofnełam się trochę do tyłu i skoczyłam, chwytając się pnia. 
Obtarłam oba kolana i syknęłam z bólu.
Powoli się podniosłam chwiejąc się nerwowo.
Nie zwracałam uwagi na krew sączącą się z ran.
Chciałam tylko jak najszybciej się wydostać z tego miejsca.
 Nieporadnie zeszłam na niższe konary
Kiedy już znalazłam się jakieś 3 metry nad ziemią, skoczyłam.
Upadłam na ziemię.
Byłam cała brudna.



Brakowało mi sił, żeby wykonać jakikolwiek ruch. Nie mogłam się podnieść.
Każdemu ruchowi towarzyszył niesamowity ból.
Przez łzy podparłam się rękami i podniosłam głowę, ale za chwilę znów bezwładnie opadłam na ziemię.

Z niewyobrażalnym cierpieniem w końcu udało mi się wstać i dojść do bramy, jak się okazało, zamkniętej.
Wspięłam się na mur otaczający ten dom dla wariatów i zeskoczyłam boleśnie na ulicę.
Nie mogłam oddychać.

Leżałam na zimnym asfalcie.
Nagle zauważyłam znajome mi auto, które zatrzymało się na poboczu.
Jeszcze nigdy nie myślałam, że będę się tak cieszyć na jego widok.
Harry.


wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 11




Kiedy otworzyłam oczy oślepiła mnie smuga światła wpadającego przez okno.
Idealny dzień żeby się zabić! – pomyślałam zakrywając sobie twarz poduszką. 

Normalnie szybko zbiegłabym na dół, żeby zobaczyć się z chłopakami, ale nie tym razem. Chciałam jak najdłużej zostać w swoim pokoju, gdzie nie muszę udawać przed wszystkimi, że jest OK.

Wiedziałam, że O N A tam będzie. Super uśmiechnięta i usatysfakcjonowana, że zajęła moje miejsce w jego życiu.
 Dlaczego się nim zainteresowała? Bo jest sławny? Bo dobrze wygląda? Bo ma kase?

Nie wiedziałam tego, ale doskonale wiedziałam za co ja go kocham. Kocham go za uśmiech, którym każdego dnia poprawiał mi humor. Kocham go za ten błysk w jego oku, kiedy coś razem robiliśmy. Kocham go za jego śmiech, którym zarażał wszystkich dookoła. Kocham go jako osobę. Nie za wygląd, nie za popularność, tylko za to jaki jest. Bo jest doskonały. Na jego widok każda komórka mojego ciała krzyczała: „Ej ty! Kocham Cię! Nie widzisz tego?”. On nie widział. Może nie chciał widzieć. 
Byłam dla nich tylko ciężarem. 
 Nie wiem kim ta dziewczyna tak naprawdę jest i jakie ma zamiary, ale choćbym miała zdechnąć to się tego dowiem. 
 
Kiedy już zdołałam się przełamać i wyjść z łóżka musiałam się jakoś ubrać na to spotkanie z fanami, na które mieliśmy dziś pojechać, a na które wcale nie miałam ochoty. 

Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej moje obcisłe jeansy przetarte na kolanach, i stary sweter,

który zakryje moje rany. Pomijając fakt, że nie mogłam poruszać rękami, to nic mi nie było. Nie licząc złamanego serca.

To śmieszne, że im bardziej się kogoś kocha to tym bardziej się tę osobę rani. Chciałabym być osobą, którą boi się stracić. Chciałabym być tą jego jedyną. Wiedzieć, że mam go teraz, jutro, w następny poniedziałek i w następną Wigilię też. Niczego nie pragnęłam bardziej. Był moim sensem życia. Nie mogłam go stracić.

Uwielbiałam, kiedy podchodził od tyłu i zakrywał mi oczy. Uwielbiałam, kiedy bawił się moimi włosami. Uwielbiałam być blisko niego. Teraz widzi tylko ją. Mnie już nie ma dla niego.
Jem śniadanie, uśmiecham się, oddycham, ale te czynności nie mają już dla mnie żadnego sensu. Żadnego. Bez niego nic nie ma sensu.

Jadąc samochodem nie mówiłam nic. Nikt się nie przejął moim stanem. Czułam na sobie tylko wzrok Harrego. Czułam go. 

Na miejscu spotkaliśmy się z wielką grupą fanów, których ochroniarze odpychali od chłopców. Pomimo ich namówień zostałam jeszcze na zewnątrz.

Wiem, że nie powinnam, ale musiałam zapalić. Lepsze to, niż żebym znów miała się pociąc.

Razem z dymem uleciała ze mnie cała frustracja. Została tylko obojętność. Pustka. Obojętnym wzrokiem omiotłam dziewczynki krzyczące ich imiona pod budynkiem. Też kiedyś taka byłam. Poszukajcie szczęścia dziewczyny, kogoś kto wam je da, bo oni tego nie będą robić do końca życia.

Weszłam do środka. Idąc korytarzem usłyszałam Emily rozmawiającą z kimś przez telefon. 

„Mówię Ci! Omotałam go sobie wokół palca. Zrobi wszystko o co go poproszę. Biega za mną jak jakiś piesek. Już dawno zapomniał o tamtej… jak jej tam? Nie ważne. Załatwię, żeby było o nas w mediach jak najgłośniej, a potem się rozstaniemy! Mówię Ci to genialny plan! Haha a on myśli, że obchodzi mnie on naiwny chłopczyk…. „

Wiedziałam, że ona coś ukrywa! Musiałam go znaleźć w tej chwili!

Biegłam ile sił w nogach zaglądając do każdego pokoju, aż wreszcie na niego wpadłam. 

- Niall! Posłuchaj mnie. Przechodziłam korytarzem i słyszałam jak Emily rozmawiała z kimś przez telefon, że omotała Cię wokół palca i wykorzysta, żeby zostać sławna. Wiedziałam, że to tylko o to jej chodzi! – powiedziałam zdyszana. 

- Chyba sobie żartujesz. Jak to chce zdobyć tylko moją sławę? Czyli już żadna dziewczyna mnie za nic nie może pokochać, bo od razu chodzi jej o to, żeby zostać sławną? Nie załamuj mnie. – Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.

- Mówię Ci to co słyszałam. Niall nie wymyśliłabym tego! Nie ufasz mi? – czułam, że mam łzy w oczach.

- A co ma do tego zaufanie? Jesteś po prostu zazdrosna, że więcej czasu spędzam z nią! Nie myślałem, że jesteś do tego zdolna. – CZY ON JEST JAKIŚ ŚLEPY?

Nagle zaczełam się śmiać. Z samej siebie. Ze swojej żałosnej sytuacji. 

On po prostu pokręcił głową, odwrócił się i odszedł. A ja stałam tam i się śmiałam. Osunęłam się na ścianę i usiadłam na podłodze opierając się plecami o nią.

Co się z nami stało? Kiedy on przestał mi ufać? Kiedy się tak od siebie oddaliliśmy? Czy mnie coś ominęło? 

Byłam przy nim zawsze…. W sumie to ostatnio już przed jej pojawieniem się nie rozmawialiśmy już tak często.
 Nie mówił mi już co go trapi, nie opowiadał jak się czuje.
 Odsunął mnie od siebie.
Jak mogłam tego nie zauważyć? Jak? 
Co się z nami stało? To boli.

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 10





Kolejny ranek w tym wielkim domu. Już mnie nie przytłacza. Biel ścian nie przeraża, a szerokie korytarze nie stwarzają uczucia samotności. Przyzwyczaiłam się do tego, że to mój dom.
Zeszłam na dół jednak nikogo tam nie zastałam .Znalazłam jedynie kartkę na lodówce

„Mam nadzieję, że się wyspałaś. Zająłem się wszystkim. Kocham cię. Niall xx”

Jakie to słodkie – pomyślałam. Kiedy popatrzyłam na zegarek okazało się, że dochodzi 12. Chłopcy niedługo wracają, więc zrobię im niespodziankę i zrobię coś dobrego do jedzenia.

Kiedy właśnie wyjmowałam ulubione ciasto chłopaków z piekarnika, o wilku mowa, wpadli do domu śmiejąc się jak zawsze.
Kiedy na nich popatrzyłam to ogarnęło mnie wewnętrzne zadowolenie. Po prostu szczęście. Kochałam ich najmocniej do świecie. Nic nigdy tego nie zmieni, bo kiedy się kogoś kocha, to nigdy nie jest skończone. Żyje się dalej, bo tak trzeba, ale nosi się tę osobę w sercu. Ja wiedziałam, że oni w moim pozostaną już na zawsze. Choćby nie wiem co.

Jednak był z nimi ktoś jeszcze. Ktoś nowy. Wiedziałam od samego początku, gdy tylko ją zobaczyłam,  że nie wróży ona nic dobrego.

Śliczna blondynka w przykrótkiej spódniczce i zbyt wyciętym jak dla mnie topie szła z kocią gracją obok mojego blondyna. Trzymał ją za rękę. Splótł swoje palce razem z jej i zacisną. W tym samym momencie ja poczułam jak coś zaciska mi się na gardle. 
Jednak udawałam, że jej nie zauważyłam. 

- Hej Rose! Chciałbym ci kogoś przedstawić. – Zawołał podbiegając do mnie z tą lasią. – Poznaj Emily. Pamiętasz jak o niej Ci mówiłem? – Od niechcenia uścisnęłam jej dłoń, i uśmiechnęłam się krzywo, jednak ona to kupiła. 

- Jesteśmy razem – obwieściła mi Emily, a ja zbladłam

- Wszystko w porządku? – zapytał z troską Niall.

- Tak, myślę, że jestem  po prostu zmęczona. Nie spałam dziś zbyt dobrze. – skłamałam. Tak naprawdę moje życie po prosty straciło sens.

- Może się położysz? –zaproponował z troską na twarzy. O niczym nawet nie wiedział.

- Nie. Muszę się spakować, pamiętasz? Wyjeżdżam w odwiedziny do brata. Mówiłam ci o tym wczoraj. – przypomniałam mu. Chciałam po prostu stamtąd zniknąć

- Oh no tak. Czy w takim razie Emily mogła by zająć twój pokój na kilka dni? – zapytał.

Nie mogłam uwierzyć, że zapytał mnie o coś takiego. 
Myślałam, że byłam dla niego kimś więcej. Jednak myliłam się. W jego oczach byłam tylko przyjaciółką. Nie miał zielonego pojęcia co dzieje się w mojej głowie kiedy jest obok. Był moim słoneczkiem. Moim wszystkim. Tylko on trzymał mnie na tym świecie. Nie mogłam go stracić. Mogłabym pójść za nim gdziekolwiek.

Poszłam do pokoju nie zdradzając nikomu co właśnie dzieje się w mojej głowie.
 Czy to właśnie jest ta gonitwa myśli? Nie mogłam się na niczym skupić. Ręce mi się trzęsły. Bałam się. Bałam się, że go stracę. 

Przed wyjazdem pożegnałam się z nim na lotnisku. Nie tak jak zawsze. Tym razem ONA tu była. Nie czułam się dobrze zostawiając go z nią, ale z drugiej strony nie mogłam powiedzieć mu prawdy – że byłam w nim najzwyczajniej w świecie zakochana.
 Nie chciałam niczego zepsuć. Obchodziłam się z nim jak z delikatną porcelanową figurką, która może się stłuc, Kidy tylko wykonam niewłaściwy ruch.

Kiedy już wróciłam na lotnisku byli wszyscy – wszyscy oprócz jednej osoby, tej najważniejszej. 

- Gdzie Niall? - zapytałam zawiedziona. 

- Umówił się z Emily. – Powiedział Harry akcentując złośliwie jej imię. Doskonale wiedział jakie są moje uczucia wobec niej i wykorzystywał to, żeby mnie skrzywdzić. Ale to nie on mnie krzywdził. Niall mnie krzywdził. Nawet o tym nie wiedział. 

Chciałabym, żeby się rozpadało. Chciałam tu mieć największą burzę jaką widziało to miejsce. Nie chce tego czuć tylko w środku. Deszcz nieustannie pada w mojej pamięci. Czasem pojawiają się tylko przebłyski szczęścia a chwile po nich złośliwy śmiech Emily. Jak echo odbija się w mojej głowie rozsadzając ją od środka. 

Było mi już obojętne co się stanie ze mną. Chciałam już tylko zasnąć, jednak nie pozwalało mi ciągłe uczucie zimna i ciężkości. Zupełnie jakby całe życie ze mnie uleciało. Może na zewnątrz żyłam, ale w środku byłam już martwa. 

Najgorsze uczucie na świecie? Kiedy kochasz kogoś kto nigdy nie patrzyła na Ciebie w ten sposób, kto jest szczęśliwy, ale nie z Tobą. 

Siedziałam cicho w pokoju. Było około drugiej nad ranem, a ja wciąż nie mogłam zasnąć. Chciałam tylko jednego – zniknąć. Wiedziałam jednak, że gdy to zrobię, stracę ostatnią szansę na uratowanie tego.  Tego chciałam najbardziej, być przy nim.

Otworzyłam swój pamiętnik i napisałam na górze strony. 

So many questions
But I'm talking to myself
I know that you can't hear me any more
Not anymore
So much to tell you...

Po mojej twarzy ściekło kilka łez jedna za drugą. 
Nie umiałam już ich powstrzymać. 
Spadały na kartkę jedna po drugiej rozmazując niektóre słowa.
 Przekręciłam na ostatnią stronę. 
Była tam.
 Zawsze tam była. 
Wzięłam ją do ręki i trzymałam na dłoni nie wiedząc czy chce to zrobić.


Zacisnęłam mocniej pięść co spowodowało, że na bladej ręce pojawiły się fioletowe żyły
 Jednym szybkim ruchem przejechałam po całej szerokości ręki.
I jeszcze raz.
 Zrobiłam to jeszcze kilka razy. 
Czułam jak cały ból uleciał ze mnie. 
Poczułam ulgę kiedy pojedyncze krople krwi łączyły się ze łzami, które przemoczyły kartkę. 
Posiedziałam tam kilka minut pilnując uważnie, żeby niczego nie poplamić i nie zostawić śladów. Nikt nie może się dowiedzieć, że znów to zrobiłam.
 Nikt. 
Szczególnie on.
Nagle ogarnęło mnie zmęczenie.
 Spadło na mnie tak nieoczekiwanie.
 Moja głowa zrobiła się ciężka.
 Mogłam zasnąć.
 Nareszcie. 
Jednak martwiło mnie jedno.
To, że jurto znów muszę przez to przejść.

WIELKI POWRÓT!

Dziękuję pewnej osobie, która natchneła mnie do napisania następnego rozdziału!
Wpadłam na pomysł, nastrój i wena jest, więc czas zabrać się do pisania!
Nowy rozdział jeszcze dziś wieczorem, może za ok. 1-2 godzinki.

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 9




Obudziłam się szczęśliwa w swoim nowym domu.
Nie martwiłam się, co dziś pójdzie nie tak. Byłam pewna, że cały dzień będzie po mojej myśli.
Zeszłam na dół do wielkiej kuchni połączonej z jadalnią. Szafki kuchenne i wysepka miały ten sam odcień co drewniany stół  stojący trochę dalej obok drzwi balkonowych, skąd roztaczał się piękny widok na ogród. O tej porze był piękny. Zakwitnięte kwiaty w najróżniejszych kolorach.
Przy stole siedzieli już wszyscy oprócz Harrego.  Postanowiłam więc zajrzeć do jego pokoju by się upewnić czy wszystko w porządku.
Zastałam go siedzącego na łóżku z zamyślonym wzrokiem. 

- Co jest? – zapytałam siadając obok .
- Zostaw mnie w spokoju. I tak namieszałaś. – burknął tylko i odwrócił się. Nie za bardzo wiedziałam o co mu chodzi.
- Coś nie tak? – zapytałam oczekując, że dowiem się jaki był powód tej złości.
- Coś nie tak? – powtórzył próbując mnie naśladować. – Oczywiście, że nie tak. Zjawiasz się nagle i zmieniasz wszystko. Niall łazi za tobą, a reszta zaczęła się nagle jakoś bardziej przejmować swoimi dziewczynami. Rozwalasz nam zespół! – wykrzyczał mi to prosto w twarz. Cóż, to nie było z byt miłe.
- To są ich sprawy osobiste. Moje pojawienie się tu nic nie wniosło. Nie rozumiem, dlaczego tak na mnie naskoczyłeś. Oni wszyscy mają prawo być szczęśliwi. Niall też. – Powiedziałam ze spokojem oczekując na jego reakcje.  Prychną tylko ze złością i wyszedł trzaskając drzwiami .
Poszłam w jego ślady, pomijając  trzaskanie drzwiami.

Na dole czekali już wszyscy gotowi do wyjścia. Czekała nas próba dźwiękowa.  Moim zadaniem było tylko dostarczenie tam chłopaków na czas.
Kiedy już się tam zjawiliśmy ujrzałam wielki tłum fanów. Niestety tylko nieliczni mogą wejść, jednak zawsze przychodzą hordy dziewczyn, z nadzieją, że to ona dostanie autograf od swojego idola.

Na próbę weszło tylko czterdzieści osób. Reszta grupy musiała wrócić do domów. Smutno mi było patrzeć na ich zawiedzione twarze. Szczególnie szkoda mi było małej dziewczynki, którą widuje już któryś raz z kolei i nigdy nie udało jej się wejść. Zapytałam więc chłopaków czy mogę wprowadzić jeszcze jedną osobę. Zgodzili się. Pobiegłam więc w stronę dziewczynki i opowiedziałam jej dobrą nowinę. Z wielką wdzięcznością rzuciła mi się na szyję. Miała około 10-11 lat. Urocza mała istotka o długich, kasztanowych, falujących włosach i intensywnie zielonych oczach. Była po prostu śliczna. Razem z nią ruszyłam na salę.
Całość odbyła się bez przeszkód, a Mia ( tak miała na imię ), bawiła się doskonale. Miała najlepsze miejsca, tuż przy scenie w pierwszym rzędzie. Po prostu czułam zazdrosne spojrzenia na swoich plecach. Po próbie zapoznałam Mię z chłopakami i każdy z chęcią podpisał jej koszulkę. Mała była wniebowzięta. 

A co gdybym się nie przeprowadziła? Gdybym nie spotkała Zayna wtedy na ulicy? Jak to by się potoczyło? Jakby wyglądało moje życie. 

Z własnego doświadczenia mogłam wywnioskować, że jedną z rzeczy jaką bym właśnie robiła to siedzenie w domu, w Polsce i użalanie się nad sobą. 

Widziałam całą tą sytuację. 

Siedziałam skulona w kącie z kawałkiem lustra w ręku, a dookoła mnie leżało ich znacznie więcej. Ścisnęłam go w ręce obserwując jak krew przepływa pomiędzy moimi palcami. Bordowa. Podchodząca pod brąz. Na tle mojej białej skóry wydawała się jeszcze ciemniejsza. Upuściłam zakrwawiony kawałek na podłogę i wręcz usłyszałam ten cichutki dźwięk upadającego szkła.
Podniosłam lewą rękę do ust i poczułam w niej metaliczny smak krwi. Wyobrażenie było nie wyraźne, ze względu na to, że się nie wyspałam.

Z zamyślenia wyrwał mnie słodki głos Nialla oświadczający, że musi ze mną porozmawiać o czymś ważnym, że od dawna chciał ze mną o tym porozmawiać i że za długo już z tym zwlekał. Poczułam, że serce w piersi zaczęło mi szybciej bić. Nie wiem jaka myśl wywołała taką reakcję, bo nie byłam w tym momencie za bardzo się skupić. 

- O co chodzi? – zapytałam kiedy znaleźliśmy się w dość odosobnionym miejscu.
- Niedawno.. Poznałem taką jedną dziewczynę… iiii.. Ona bardzo mi się spodobała, ale nie wiem czy ja jej też. – mówił z wyraźnym skrępowaniem.
- Gdybyś jej się nie spodobał oznaczałoby, że jest głupia. – powiedziałam żartobliwym tonem, choć dokładnie tak myślałam. Był idealny. Mogłabym patrzeć w jego piękne, niebieskie oczy do końca życia. Tylko, że on nigdy nie zwróciłby uwagi na taką osobę jak ja. Dlaczego miałby wybrać mnie? Przecież jest tyle innych, lepszych opcji.
- Przestań. Wcale tak nie jest.  – chyba trochę się speszył, bo spuścił głowę w dół.
- Uważam, że powinieneś ją o tym uświadomić. Może się pozytywnie zaskoczysz? – cały czas w mojej głowie była mała myśl, światełko nadziei, że być może on mówi o mnie.
- Naprawdę? W takim razie muszę to zrobić jak najszybciej… ale.. jak? Co jeśli zrobię coś nie tak? – zamartwiał się.
- Po prostu bądź szczery.  Bądź sobą i nie udawaj niczego. Lubię .. znaczy Dziewczyny lubią, kiedy chłopak jest prawdziwy. – Jestem kretynką.
- Naprawdę dziękuję ci za tę rozmowę. Nawet nie wiesz ile ona dla mnie znaczy. Dziękuję. – Jego oczy zabłyszczały, a w słońcu były jeszcze piękniejsze.

Naszą rozmowę przerwał nikt inny jak Harry. Oczywiście musiał wpaść tutaj ‘ przypadkiem ‘.
Cała atmosfera zniknęła tak szybko, jak on się pojawił.


Trochę zła i rozczarowana wróciłam do domu. Coraz bardziej mi się tu podoba. Z każdym dniem czuję się tu coraz lepiej. Chyba znalazłam wreszcie swoje miejsce.


_______________________________________________________________________________
Dziś tylko jeden gif, no ale udało mi się dodać na czas :)