Siedziałam na korytarzu oparta o ścianę, wsłuchując się w głosy dochodzące z sali, gdzie wszystko sie odbywało.
Odpowiadali na pytania zadawane przez przypadkowe dziewczyny, które zapamiętają ten dzień do końca życia, a oni zapomną o tym jak tylko stamtąd wyjdą.
Takie jest życie.
Chcesz być dla kogoś najważniejsza, ale zawsze znajdzie osoba, która perfidnie zajmie wasze miejsce śmiejąc się wam w oczy.
Po mojej twarzy spłynęły kolejne łzy zostawiając za sobą szare smugi.
Usłyszałam głos Nialla.
- Tak, Emily to moja dziewczyna, jest najważniejszą kobietą w moim życiu, razem z moją mamą, nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Śmieszne.
Dokładnie to samo czułam do niego, zabawne prawda? Wyszłam stamtąd, kiedy usłyszałam, że wracają tutaj.
Nie chciałam żeby mnie zobaczyli w takim stanie. Zaraz zaczęłyby sie pytania.
Wstałam i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
Usłyszałam za sobą głosy chłopaków.
Zaczęłam biec.
Przez łzy nic nie widziałam.
Wybiegłam na drogę i usłyszałam pisk.
Poczułam ból na całym ciele.
Jedyne co zapamiętałam to ból.
I niezmącony spokój.
Obudziłam się w szpitalu. Tony kabli podtrzymujących moje nic nie warte życie były podłączone do mojego ciała.
Ostre światło lamp raziło mnie w oczy, które cały czas mrużyłam starając się przyzwyczaić oczy.
Byłam sama na sali. Przeszywała ją niesamowita cisza przerywana popiskiwaniem maszyny mierzącej mój puls.Białe ściany mnie przytłaczały.
Zauważyłam, że na moje ręce został założony świeży opatrunek.
To nie był zwykły szpital.
Nie było dużego okna na ścianie, przez które do sali zaglądaliby nerwowo ludzie, którzy tylko czekają aż się obudzę.
Byłam w psychiatryku.
Zostałam sama.
Kompletnie sama.
Tak nie może być.
Nie mogę odpuścić. Kocham go. Będę o niego walczyła do końca.
Odłączyłam wszystko i wstałam z łóżka podchodząc do okna i sprawdzając czy jest jakaś droga, która mogłabym się niepostrzeżenie wydostać.
Byłam na drugim piętrze. Pod oknem był dach, a obok dość wysokie drzewo.
Upewniłam się, że nikogo nie ma na zewnątrz.
Wystawiłam nogę przez okno i postawiłam bosą stopę stawiając ją niepewnie na zimnym dachu.
Przeniosłam powoli ciężar ciała na drugą nogę.
Byłam na zewnątrz.
Zimne powietrze w przyjemny sposób drażniło moje nozdrza i wypełniało moje płuca.
Krok po kroku zbliżałam się do krawędzi.
Moje długie, czarne włosy niesfornie opadały mi na twarz. Z lewej strony była na nich wyczuwalna zaschnięta krew.
Do drzewa brakowało mi co najmniej dwa metry.
Zaryzykowałam.
Cofnełam się trochę do tyłu i skoczyłam, chwytając się pnia.
Obtarłam oba kolana i syknęłam z bólu.Powoli się podniosłam chwiejąc się nerwowo.
Nie zwracałam uwagi na krew sączącą się z ran.
Chciałam tylko jak najszybciej się wydostać z tego miejsca.
Nieporadnie zeszłam na niższe konary
Kiedy już znalazłam się jakieś 3 metry nad ziemią, skoczyłam.Upadłam na ziemię.
Byłam cała brudna.
Brakowało mi sił, żeby wykonać jakikolwiek ruch. Nie mogłam się podnieść.
Każdemu ruchowi towarzyszył niesamowity ból.
Przez łzy podparłam się rękami i podniosłam głowę, ale za chwilę znów bezwładnie opadłam na ziemię.
Z niewyobrażalnym cierpieniem w końcu udało mi się wstać i dojść do bramy, jak się okazało, zamkniętej.
Wspięłam się na mur otaczający ten dom dla wariatów i zeskoczyłam boleśnie na ulicę.
Nie mogłam oddychać.
Leżałam na zimnym asfalcie.
Nagle zauważyłam znajome mi auto, które zatrzymało się na poboczu.
Jeszcze nigdy nie myślałam, że będę się tak cieszyć na jego widok.
Harry.
To opowiadanie jest cudowne
OdpowiedzUsuńPostanowiłam udostępnic twoje opowiadanie ponieważ sądzę że jest na prawde wspaniałe i wartę przeczytania :)
OdpowiedzUsuńOjej dziekuje naprawdę <3
OdpowiedzUsuńnie wiesz ile to dla mnie znaczy :)