piątek, 31 stycznia 2014



Rozdział 5

***

Wczorajszy dzień był beznadziejny, a jednocześnie najlepszy w całym moim życiu. I to paradoksalne uczucie, kiedy chcesz o czymś zapomnieć, a jest to jedna z najlepszych chwil jakie miałaś. Może już tak miało być ? Może po prostu nie byłam tą jedyną? Albo najzwyczajniej w świecie umiem tylko ranić innych.
Siedziałabym tak dalej użalając się nad sobą, jednak dzwonek do drzwi mi w tym przeszkodził.  Zwlokłam swoje ciało z kanapy i poszłam otworzyć. Ten widok pozostanie w mojej głowie do końca życia. Niall Horan u progu moich drzwi.
- Cześć. – powiedział jak gdyby nigdy nic i z uśmiechem wszedł do środka.
- Cześć… - powiedziałam trochę zdezorientowana.
- Jak się czujesz ? Już lepiej ? Może teraz zechcesz mi powiedzieć co się stało. – zapytał zza drzwi lodówki.
Zawahałam się. Bałam się jego reakcji. Pomimo obaw pokazałam mu co wywołało wczorajszą sytuację. Zrozumiał mnie. Też kiedyś został skrzywdzony. Od tamtego momentu nic nie mówił. Tylko siedział i patrzyła na mnie. Wiedziałam o tym pomimo tego, że na niego nawet nie spoglądałam. Czułam jego wzrok na sobie. W którymś momencie zrobiło mi się strasznie smutno. Podkuliłam nogi i zwinęłam się na kanapie. On najzwyczajniej w świecie mnie objął. Jak gdyby nigdy nic. To było… ciekawe przeżycie. Marzysz o czymś przez całe życie. Dzień w dzień o tym myślisz, ale zdajesz sobie sprawę, że to się prawdopodobnie nigdy nie zdarzy. Niesamowite uczucie. To mój czas. Czas, w którym zmienie swoje życie na lepsze. To na razie tylko początek długiej drogi do szczęścia.
- Zapomniałem! Miałem cię o coś spytać. Urządzamy imprezę dziś wieczorem. Może chciałabyś wpaść? Trochę byś się odstresowała, wyluzowała. To jak? – zapytał z wyraźnym entuzjazmem na twarzy,
- Może nie powinnam tak się tym przejmować.- Prawie mnie przekonał, ale nie byłam do końca pewna czy tego właśnie chce.
- Ugh posłuchaj. Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną. Jesteś piękna, inteligentna i wrażliwa. Naprawdę. Ten chłopak jest po prostu zwykłym frajerem, który nie potrafił cię docenić. Nie wiedział jakie szczęście go spotkało. Nie przejmuj się nim.- cały czas próbował mnie jakoś przekonać. Chyba bardzo mu zależało na mojej obecności. Jednak chciałam zobaczyć jak bardzo się postara.
- Mówisz tak tylko dlatego, żeby mnie pocieszyć. Wiem jaka jestem i to  na pewno nie jest tak jak opisałeś. –
- W takim razie jak jest? – przerwał mi w pół słowa.
- Jestem chamską dziewczyną, która nikogo nie dopuszcza do siebie. Ranie każdego na kim mi zależy. W pełni zasługuje na wszystko co mnie spotkało.- powiedziałam mu w twarz dokładnie to co o sobie myślę. To nie było wymyślone. Dokładnie tak siebie widzę.
- Dlaczego taka dla siebie jesteś? Dlaczego widzisz tylko  to co złe, a pomijasz wszystkie swoje dobre cechy?- nie mógł zrozumieć mojego toku myślenia. Nie dziwie się mu. Sama siebie nie rozumiem.
- Dobrze. Przyjdę, ale nie rozmawiajmy już o tym proszę.- nie potrafiłam mu odmówić.  W jego oczach było coś takiego, co sprawiało, że mam ochotę się uśmiechać. Cały promieniał radością i zarażał wszystkich dookoła. Nie lubię gdy jest smutny, dlatego się zgodziłam. Nie chciałam go martwić. Ma swoje problemy. Rzesze krzyczących i piszczących faneczek, które latają za nim krok w krok śledząc każdy jego ruch. Przyjdą wszędzie. Jakby nie miały swojego mózgu i nie umiały sobie wyobrazić jakby one się czuły, gdyby to je spotkało coś takiego. Po prostu nie myślą.
Zapisał mi swój adres na kartce. Pożegnaliśmy się i wyszedł. Brakowało mi go. Nie chciałam z nim rozmawiać, a teraz dałabym wszystko, żeby jeszcze został. Na szczęście jeszcze dziś go zobaczę. Właśnie! Co ja na siebie włożę. Co dziewczyny wkładają na domówkę u sławnych muzyków?

Chwila. Ogarnij się co ty robisz. Zachowujesz się jak te wszystkie puste laseczki.
Poszłam do pokoju i otworzyłam wielką szafę stojącą w rogu. Po 15 minutach wpatrywania się w zawartość mojej szafy wybrałam dżinsowe szorty, które własno ręczne porwałam, białą koszulę z czarną kokardą i skórzaną kurtkę i skierowałam się do łazienki. Wzięłam długi prysznic i zrobiłam lekki makijaż.
Po kilku godzinach byłam już prawie gotowa do wyjścia. Wciągnęłam na nogi czarne conversy i ruszyłam pod wyznaczony adres.


 WOW. Jeśli chodzi o dom to mieszka całkiem ładnie.
W środku była masa ludzi. Niall od razu wypatrzył mnie w tłumie. Có
ż nie jestem jakaś bardzo niska 170 cm to wcale nie jest mało. Może uwagę zwracają moje długie czarne włosy albo ten chłód który się pojawia kiedy się gdzieś zjawiam haha.

Wszystkim mnie przedstawił. Od chłopaków z zespołu po ludzi, których widzę pierwszy raz na oczy. Już po kilku minutach siedziałam na kanapie z Niallem i El, w którą Louis pył zapatrzony jak w obrazek. To takie słodkie, że aż chce mi się rzygać. Nie żebym coś do niej miała. Po prostu mam ość miłości jak na jakiś czas.

Harry zaproponował mi drinka. Po mimo tego, że nigdy nie piłam to jakoś tak mnie kusiło. Zgodziłam się, bo w końcu raz się żyje. Jednak straciłam rachubę i przestałam zauważać jak ciągle mi dolewał.  Po jakimś czasie przestałam kojarzyć gdzie jestem i chyba urwał i się film.

Obudziłam się na podłodze przytulona do Nialla. Pamiętałam jakieś urywki z wieczoru, ale większość tak jakby przez mgłę. Do tego ten okropny ból głowy. Nigdy więcej nie dotknę alkoholu.
Chwiejnym krokiem skierowałam się w stronę łóżka. Na nic innego nie miałam siły.



poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 4



Rozdział 4


***
Dziś jest ten dzień. Idę na arenę. Nawet nie wiem po co… W sumie to może być jakiś podstęp… Cóż. Raz się żyje.
Ubrałam się jak zwykle. Moje ukochane podarte, czarne, stare rurki a’la Harry Styles, biały t-shirt i moja ulubiona kurteczka. Przed wyjściem zrobiłam lekki makijaż, bo w końcu nie wiedziałam gdzie trafię. Przed wyjściem tylko zgarnęłam do kieszeni swojego iPhona (tak w końcu musi być ten lans eh) wrzuciłam wodę i tę tajemniczą kartkę od tego faceta do plecaka. Wciągnęłam na nogi białe Nike’i i  wyszłam jak gdyby nigdy nic.

Było zimno. Wiał chłodny wiatr, a na policzkach czułam malutkie krople deszczu. Mijałam przypadkowych ludzi. Po przeciwnej stronie ulicy zauważyłam małą dziewczynkę, która trzymała kurczowo w rękach maskotkę. Obok niej stała mama – kobieta sukcesu – zbyt zajęta by zwrócić uwagę na córkę. Teraz ją ignoruje, ale potem będzie za późno. Nie będzie kogo ignorować. Wiem coś o tym.  

Dalej siedział bezdomny razem ze swoim psem, który był przykryty prawdopodobnie jego kurtką. To zabawne, że ludzie, którzy mają pieniądze niczego nie potrafią docenić, a on dba o swojego psa bardziej niż o siebie. Powinniśmy uczyć się od takich ludzi. Zatrzymałam się przy nim. Usiadłam na chwilę obok. Nie odzywał się do mnie słowem.

- To ciekawe jak obojętni są ludzie, kiedy wszystko im się układa, a  jak zacznie się sypać, to oczekują pomocy od innych. – zaczęłam nagle wypowiadać twoje myśli na głos.

On tylko się uśmiechną do mnie nieśmiało. 

- Proszę. Panu się bardziej przyda. – powiedziałam podając mu 10 funtów. 

Zanim powiedział cokolwiek, pożegnałam się i odeszłam. 

Było już całkiem niedaleko. Przed wejściem podałam ochroniarzowi tę kartkę. Zajrzał do niej, podał mi numerek i mnie wpuścił. Nadal nie wiedziałam o co chodzi.
Gdy weszłam trochę dalej zauważyłam kartonową podobiznę Nialla, Zayna, Liama, Louisa i Harrego a na niej wielki różowy napis:

„ Welcome on M&G”

Zdębiałam. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Czyli ten facet to naprawdę był…. Matko jaka za mnie idiotka. Od razu wiedziałam, że jest mi znajomy.

Weszłam do dużej sali, w której były poustawiane krzesła. Na moim było napisane zarezerwowane, więc zdjęłam tę kartkę i tam usiadłam. Oczywiście nie mogło się obejść, bez zbędnych komentarzy, że to jest zajęte bla bla. Kiedy już powoli wytłumaczyłam im, że to moje miejsce na scenę wyszedł jakiś koleś proszący o zajęcie miejsc.
Kiedy już wszystkie usiadły wyszli ONI. O dziwo nie zemdlałam, ani nie przestałam oddychać, więc jest nieźle. Wypełniało mnie tylko szczęście. Ciekawe uczucie. Nie odczuwam go często. Dziewczyny zadawały im pytania, a oni odpowiadali. Ja tylko siedziałam i słuchałam. Chciałam jak najlepiej zapamiętać tę chwilę. 

- A ty nie masz żadnych pytań ? – po chwili dopiero ogarnęłam, że to było do mnie.
- Nie.. Chyba nie… Wiem raczej wszystko co powinnam. Nie wpycham nosa w nieswoje sprawy. To nie w moim stylu. – odpowiedziałam. Na początku niepewnie, ale potem coś mnie wzięło i rozmawialiśmy normalnie. 

Niall jak zawsze promieniał i co chwilę się śmiał, a z nim cała sala. Jest bardzo zaraźliwy. Nawet zdarzyło się, że i ja kilka razy się zaśmiałam.
Jednak cały czas miałam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy. Starałam się to ignorować.

Nagle usłyszałam dźwięk wiadomości.
 „Już mi nie ufasz. Rozumiem.. a właściwie… nie rozumiem. Co się z tobą stało ? Zmieniłaś się. Już cię nie poznaje. Zaczynam żałować, że cię spotkałem. Nie dzwoń, nie pisz. Nie chce dalej brnąć w to. Byłaś błędem. Cześć.”

Czułam jak do moich oczu napływają łzy. Wiedziałam, Wiedziałam. Wiedziałam, że coś się stanie. Gula w moim gardle stawała się coraz większa. Nie wytrzymałam. Musiałam wyjść.
Zaczęłam szukać łazienki. Łzy ściekały mi po twarzy. Weszłam do dużego pomieszczenia i spojrzałam w lustro. Pod oczami miałam czarne plamy po spływającym tuszu. Miałam to gdzieś. Znów wszystko się zawaliło. 
Wielkie szczęście w jednej chwili zmieniło się w okropny ból. Miałam ochotę rozbić pięścią to lustro. Nie mogłam na siebie patrzeć. To znów moja wina. Gdybym się tak nie zachowała ostatnio to nic by się nie stało.
Oparłam się o ścianę i zjechałam na podłogę. Spojrzałam na swoje sponiewierane nadgarstki. Przepraszam wyszeptałam sama do siebie. Najpierw zniszczę siebie, a potem wszystko co kocham.
Dlaczego tak się dzieje ? 

W tym momencie do łazienki wszedł Niall. Usiadł koło mnie i zaczął mnie wypytywać o to co się stało, ale ja nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam z nikim rozmawiać.
Patrzyłam w przestrzeń. Nauczyłam się ignorować ludzi do tego stopnia, że przestaje ich słyszeć. Tak było i tym razem. Dopóki mną nie potrząsną. 

- Powiedz co się stało! – krzyczał. Widziałam zmartwienie na jego twarzy.
Pokiwałam tylko przecząco głową. 

-Nie mogę … -  powiedziałam bezgłośnie. 

Głos mi się załamał. Nie mogłam pozwolić, aby mnie taką zapamiętał. 

- Przepraszam. Zapomnij o tym, że kiedykolwiek mnie spotkałeś. – powiedziałam mu w twarz i wyszłam. Choć lepsze byłoby stwierdzenie wybiegłam. 

Biegłam przed siebie. Po drodze potrąciłam kilkoro ludzi. Już widziałam mój dom. Wchodząc zauważyłam w pobliżu tajemniczego chłopaka.

Zatrzasnęłam za sobą drzwi i szybkim krokiem ruszyłam do łazienki. Zaczęłam grzebać kosmetyczce. Nie mogłam jej znaleźć. Wróciłam do salonu i nerwowo chodziłam w tę i z powrotem. Wyjęłam z kieszeni telefon i jeszcze raz przeczytałam wiadomość. To nie był dobry pomysł. W złości rzuciłam telefonem w duże lustro naprzeciw mnie. Rozbiło się na wiele kawałków. Uspokoiłam się momentalnie. Załamana podeszłam powoli do lustra po czym usiadłam w tych wszystkich odłamkach. Wzięłam jeden i przejechałam po wewnętrznej stronie nadgarstka. Obserwowałam jak krew powoli spływał po ręce. Poczułam wewnętrzny spokój…
Zawiązałam  na ręce bandaż i zaczęłam się przyglądać pozostałym śladom. 

Nigdy o was nie zapomnę.


piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 3




***
Powoli wszystko sobie przypomniałam. Pamiętam to miejsce. Mieszkałam tu. Miałam tu przyjaciela, ale ta relacja już nie istnieje. On jest sławny, a ja… zwykła. Nic już nas nie łączy. On Dorósł. Już nie jest małym chłopcem, choć dla mnie on zawsze nim zostanie. Trochę się pozmieniało.
Z przemyśleń wyrwał mnie alarm mówiący, że już czas udać się do najgorszego miejsca na ziemi. LICEUM. Coś strasznego. Szkoła zepsuła większą część mojego życia. Zawsze byłam wyśmiewana właściwie sama nie wiem dlaczego. Zawsze znaleźli jakiś powód. Kujon, grubaska, dziwaczka… To było na porządku dziennym. Zawsze udawałam chorą, żeby tam nie iść, ale moja rodzina zbyt dobrze mnie znała.
Kolejny raz wejdę w ich życie z butami pojawiając się tam w środku roku szkolnego. Cóż.. bywa.
Nie lubię się wyróżniać. To trochę trudne kiedy masz długie, kruczoczarne, kręcone włosy i wielkie, jaskrawoniebieskie oczy,   ale mam na to sposób. Wiążę włosy w koka, zakładam brązowe soczewki i okulary na nos.  Do tego wciągam na siebie jakiś mój stary sweter i gotowe. Zupełnie inna osoba.
Spakowałam się. Założyłam moją ulubioną kurtkę i wyszłam. Ze słuchawkami w uszach szłam przed siebie nie zwracając uwagi na to co mnie otacza.

***

To tu. Gorsza wersja więzienia. Ugh jak ja to kocham …….
Weszłam powoli po schodach. W sumie…. Mam dość uciekania przed wszystkimi. Czas na zmianę.
Rozwiązałam włosy, schowałam do plecaka okulary i soczewki. Cały czas zakrywałam siebie. Udawałam kogoś kim nie jestem. Może to już czas pokazać wszystkim prawdziwą siebie ?
Z podniesioną głową i pewnym krokiem szłam w stronę mojej szafki. Czułam na sobie zazdrosny wzrok innych dziewczyn, a za sobą słyszałam szepty. Satysfakcjonowało mnie to. Mogłoby być tak zawsze.

***

Dzień mijał powoli.
Pierwsza lekcja.
Druga lekcja.
Trzecia lekcja.
Czas na obiad. Udałam się powoli w stronę stołówki. Wszyscy biegli. Nie rozumiałam tego do czasu aż weszłam. Wszystkie stoły zajęte oprócz jednego, przy którym samotnie siedział chłopak w kapturze na głowie.
Zapytałam więc dziewczyn stojących obok, które się u z uwagą przyglądały.
- To szkolna gwiazda. Super śpiewa i jest… TAAAAAKI PRZYSTOJNYYY. –
- to dlaczego siedzi sam ? – nadal nie mogłam tego pojąć.
- Jest typem samotnika. Zawsze kiedy, któraś z nas pyta, czy możemy się dosiąść, odpowiada, że woli siedzieć sam –
- Hmm.. ja jednak spróbuje. – Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem podążyłam w stronę chłopaka.
- Hej. Mogę się dosiąść ? – zapytałam niepewna jego reakcji.
Chłopak zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i zatrzymał się na nadgarstkach. Obciągnęłam rękawy.
Chłopak uśmiechnął się nieśmiało.
- Jasne, siadaj.  Nie jesz nic ?  – zapytał kiedy już usiadłam.
- Nie… Jadłam w domu. – skłamałam, a on chyba to wyczuł. Nie zadawał więcej pytań za co mu dziękuję.
Przyglądałam się mu uważnie. Miał czarne włosy, a ich końce zdawały się granatowe, ale trudno to określić, bo kaptur wszystko zasłaniał. Moją uwagę zwrócił bandaż wystający zza rękawa.
- Co ci się stało w rękę ? – wolałam zapytać, bo moje podejrzenia mogły być mylne.
-  Już ty powinnaś wiedzieć co to jest. – rzucił chłodno chłopak nawet nie podnosząc wzroku znad sałatki.
Hmm tak myślałam. Jak widać nie lubi o tym mówić, więc nie odzywałam się już. Rozumiałam go. To nie jest coś czym należy się chwalić. Dla mnie to oznaka mojej słabości. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że to jest żałosne zachowanie, ale ja inaczej nie potrafię.
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
Czwarta lekcja.
Piąta lekcja.
Szósta lekcja.
Nareszcie. Mogę iść do domu. Muszę przyznać, że nie było tak źle. W sumie to było całkiem fajne. Ten chłopak… zaintrygował mnie. Muszę go bliżej poznać
.

***

Zamyślona szłam przed siebie. Nie patrzyłam dokąd idę i znów na kogoś wpadłam. To był ten chłopak ze szkoły. Zaczęłam go przepraszać, ale on tylko rzucił, że nic się nie stało i poszedł dalej. Był tajemniczy nawet jak dla mnie. Bardziej niż ja. Patrzyłam jeszcze długo jak odchodzi zanim sama wróciłam do domu.


piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 2


***

Rozdział 2.

***

Kiedy już rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy postanowiłam, że wyjdę obejrzeć okolicę. Miałam nadzieję, że wpadnę na kogoś w miarę normalnego. Założyłam swoją kurtkę. Londyńska pogoda różniła się nieco od naszej polskiej. Na pewno charakterystyczne było chłodne powietrze przesiąknięte zapachem deszczu. Kocham taka pogodę. Jest taka… hmm trudno to określić…. Tajemnicza ? Mniejsza z tym.
Przechodząc obok lustra zatrzymałam się na chwilę. Spojrzałam w moje odbicie. Nigdy mi się nie podobało to, co w nim widziałam. Każda dziewczyna zazdrościła mi urody, ale ja nigdy nie mogłam zaakceptować swojego ciała. Czułam wstręt za każdym razem kiedy widziałam swoje odbicie. Tak było i tym razem. Biały t-shirt, który wisiał na moich wychudzonych ramionach przykrywała czarna skórzana kurtka. Na nogach miałam czarne jeansy i choć były w rozmiarze XS nadal były trochę za duże. Zawsze lubiłam jeść. Do czasu, kiedy pierwszy raz chłopak złamał mi serce i odszedł ode mnie dla innej dziewczyny. Jak to on określił - lepszej. Tego dnia stwierdziłam, że jeśli nie jestem dość dobra dla niego, to nie jestem też dość dobra dla siebie. Przestałam jeść. Miałam zaburzenia snu. Kilka razy zemdlałam. Wszystko, żeby się zmienić. Udało mi się.
Uśmiech już nie pojawia się na mojej twarzy. Zniknął ten błysk z moich oczu. Od tamtego czasu jedyny błysk jaki się w nich pojawiał to światło odbijające się od łez.  Może i żyję, ale w środku jestem całkiem martwa. Cała energia ze mnie uleciała. Już nie jestem tą samą dziewczyną co kiedyś. Zmienił mnie, a właściwie to złamał. Nie potrafię wrócić do tego co było.
Dość. Znów to  robie. Miałam nie wracać do przeszłości. Miałam żyć tym co jest. Przykleiłam więc na twarz jeden z moich sztucznych uśmiechów. Bardzo dobrze spełniały swoją rolę. Nikt nie dowiedział się nigdy co czuję tak naprawdę.  Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę centrum. Po drodze zaszłam do Starbucksa i kupiłam sobie moją ulubioną kawę na rozgrzanie.
Dostałam jakąś wiadomość i wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki. Skupiłam się na jej treści i nie patrzyłam dokąd idę. Wpadłam na jakiegoś chłopaka i oblałam go kawą. Od razu oprzytomniałam.
- Mój boże przepraszam naprawdę nie chciałam! Straszna ze mnie niezdara. – zaczęłam się tłumaczyć wycierając jego poplamioną koszulkę.
- Nic się nie stało ha ha.  Każdemu może się zdarzyć. – powiedział ze śmiechem.
Jego głos był mi znajomy… nie to nie możliwe. Spojrzałam na jego twarz i … oniemiałam. Przede mną stał Zayn Malik ( albo osoba niesamowicie go przypominająca ). Odgoniłam od siebie tę myśl. W końcu to nie możliwe, że wpadłam na NIEGO. Jednak coś nie dawało mi spokoju…
- Bardzo przypominasz Zayna Malika z One Direction. Nawet głos masz podobny. – wypaliłam.
- Skąd wiesz jaki on ma głos? – zapytał ze zdziwioną miną. Jak widać nie wie co potrafią Directioners. A w szczególności te z Polski.
- Jestem fanką. Wiem o nim i reszcie chłopaków wszystko. Są mi bliscy jak najlepsi przyjaciele… ale oni nie wiedzą nawet, że istnieje. – powiedziałam, ze smutkiem w głosie. Co się ze mną dzieje? Jeszcze nigdy nie okazywałam uczuć, a teraz ?
- Właściwie… to za pomnij o czym mówiłam. Po prostu bardzo chciałabym ich spotkać, poznać… wiem to nie realne, ale warto mieć marzenia prawda? Przepraszam za koszulkę i za zmarnowany czas. Zapomnij o tej rozmowie i o tym całym spotkaniu dobrze? – wyciągnęłam portfel, żeby oddać mu pieniądze za zniszczoną koszulkę.
-  Przestań schowaj to. Nic się nie stało. Za to ja mam prośbę do Ciebie. Przyjdź za tydzień na Arenę 02 dobrze ? – zdziwiłam się kiedy mi to zaproponował, ale w końcu się zgodziłam. Zanim odszedł dał mi jakąś kartkę, ale prosił, żebym jej nie otwierała. Mam ją tam zabrać i dać mężczyźnie przy wejściu.
To było … co najmniej dziwne, no ale cóż. Różni ludzie po świecie chodzą. Czy to… był zwykły przypadek, że wpadłam na tego chłopaka ?
Może… nie. Rose nie bądź głupia. Nie żyjesz w jakimś filmie.
Sama z siebie zaczęłam się śmiać.

***

Dochodziła już 18. Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać coś do jedzenia. Nie byłam głodna, ale wiedziałam, że muszę coś zjeść, żeby nie wrócić do tamtego stanu. Chwilę potem usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To mój chłopak. Pewnie dzwoni, żeby mi przypomnieć, że muszę coś zjeść. Kochany jest.
~ Cześć kochanie. Tęsknie za tobą strasznie, a nie widzimy się dopiero jeden dzień. ~
Typowy on. Nie może wytrzymać beze mnie nawet dnia. Mam dokładnie tak samo.
- Też strasznie tęsknię. –
~ Kiedy wracasz ? ~
- Obawiam się, że nie wracam – te słowa wypowiedziałam bardzo cicho. Wiedziałam, że go zranią.
~ Ale jak to….. ~ jego głos powoli się załamywał.
- Nie jestem w stanie tam wrócić. Nie mogę. Przepraszam. –
Rozłączyłam się. Znów ranię osoby, na których mi zależy. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Jeszcze raz wystukałam na klawiaturze

 „ Przepraszam, nie mam siły ci tego tłumaczyć. I tak nie zrozumiesz.”

„spróbuję”

„ a bolały cię kiedyś uczucia ?”

Nie dostałam odpowiedzi. Znów się zaczyna. Czuję, że niedługo stanie się coś złego.