piątek, 3 stycznia 2014

~ Rozdział 1 ~



*** 

Lotnisko.

 Kolejny raz tu jestem. Za każdym razem jak tu jestem zastanawiam się dokąd ci ludzie pędzą. Czy tak jak ja uciekają? Są zajęci. Biegną przed siebie, a między palcami ucieka im życie. To zabawne… Krytykuje ich, a sama robię dokładnie to samo. Jeszcze niedawno miałam 8 lat… byłam szczęśliwa. Teraz mam 17 i czuje… no właśnie. Nie wiem co czuje. Jestem… pusta. Ani szczęśliwa, ani smutna. Przepełnia mnie obojętność. Stoję w kolejce i patrzę na tych wszystkich ludzi przechodzących obok. Nienawidzę obojętności, a jednocześnie jestem najbardziej obojętną osobą na świecie. Kiedyś tak nie było. To rzeczywistość mnie zmieniła. Już on najmłodszych lat… Ugh. Nie lubię o tym myśleć. To co było… nie zmienię tego. Wpłynęło to na całe moje życie, ale nie zmienię tego… i to jest w tym najgorsze. Ta cholerna bezradność, która towarzyszy mi każdego dnia. Obiecałam sobie, że nikt nie będzie tak cierpiał jak ja. Nigdy.
 Z przemyśleń wyrwała mnie pani przy bramce. Załatwiłam wszystkie sprawy, założyłam słuchawki i ruszyłam dalej. Kiedy już dotarłam do poczekalni, usiadłam na jednym z siedzeń. Teraz już nie było odwrotu.
Kilka minut później usłyszałam dźwięk oznajmiający, że już czas iść zająć swoje miejsce w samolocie. Akurat szczęśliwie złożyło się tak, że siedziałam sama. Uniknęłam w ten sposób zbędnych pytań : dlaczego ? z kim ? gdzie ? co będziesz robić? Bla bla bla. Zbędne gadanie. Jakby mogli mnie przekonać do zmiany zdania.
Samolot wystartował. Wspominałam wszystko co właśnie za sobą zostawiłam.
„Przyjaciółki „ , które zostawiły nie jak tylko dowiedziały się kim tak naprawdę jestem. Dziesiątki ludzi, którzy mnie nienawidzą, bo … żyje ? Mój dom. Mojego brata i… mojego chłopaka. To przez niego ta decyzja była taka trudna, ale ja nie umiem tak dalej żyć. To była nasza wspólna decyzja. Kocham go. Całym moim sercem. Nie wyobrażam sobie bez niego życia… Na co ja się porwałam. Nie potrafię wytrzymać  bez niego nawet dnia, a wyjechałam na niewiadomo ile do innego kraju zostawiając go w Polsce ? Jestem po prostu idiotką… Huh. Jakoś to wytrzymam. Nie takie rzeczy się działy, a o dziwo nadal żyje. Sama się temu dziwie…
Nagle podeszła do mnie urocza kobieta, która uśmiechała się do mnie pokazując swoje idealnie równe, białe zęby. Ciekawe czy ten uśmiech jest szczery.
- Potrzebuje pani czegoś ? – zapytała uprzejmie. Słyszałam w jej głosie smutek. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na zapuchnięte oczy. Przyszła tu ze strony toalety. Pewnie płakała.
- Nie dziękuję. Wszystko jest dobrze. – powiedziałam jak już skończyłam analizować jej wygląd.
Chciałabym, żeby wszystko było dobrze. Chciałabym przestać musieć uciekać. Chciałabym… Być szczęśliwa. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Wytarłam ją szybko. Muszę być silna. Dla nich. Dla wszystkich. Udowodnię tym wszystkim ludziom, którzy we mnie wątpili, że jestem silna, że sobie poradzę…. Co ja gadam. Nie uda mi się, nie jestem silna i nie poradzę sobie. Dlaczego ? Bo zostałam sama. Właśnie sobie uświadomiłam, że jestem sama. Nie ma tu nikogo, kto poda mi rękę, kiedy upadnę…
***
Lądujemy.
Kiedy odnalazłam wreszcie moje walizki skierowałam się stronę głównej ulicy, gdzie taksówki stały przy chodniku.  Wyjmuje z kieszeni kawałek kartki z zapisanym adresem domu i podaje ją kierowcy. Ten uśmiecha się do mnie.
- Mieszkasz w bogatej dzielnicy ? Nie wyglądasz na taką snobkę, jak te co tam mieszkają – mówi taksówkarz ze śmiechem.
Uśmiecham się lekko do niego, ale w głębi duszy wyklinam los. Dlaczego znów musiałam się znaleźć w takim gronie ludzi ? Od nich właśnie próbowałam uciec. Jak widać moje życie zawsze będzie tak wyglądać.
***
Nareszcie. To tutaj. Dom jest przepiękny. Nigdy takiego nie widziałam.
Śliczny drewniany domek, którego ściany porośnięte są bluszczem. Wygląda na taki opuszczony. O takim właśnie marzyłam. Kiedy weszłam do domu ujrzałam pół kolisty salon, dookoła którego wybudowane były schody prowadzące na górę. Weszłam dalej do dużej przestronnej kuchni z przeszklonymi drzwiami prowadzącymi na tylny  taras. Za domem znajdowało się małe jeziorko, a obok niego niewielkie molo. Nigdy nie byłam w piękniejszym miejscu.
Wróciłam do środka. Nie chciałam jeszcze brać się za rozpakowywanie walizek. Chciałam nacieszyć się tym miejscem. Usiadłam na parapecie przyglądając się otoczeniu.
- Zaczynam nowe życie – Powiedziałam do siebie.
Czułam, że mogę być szczęśliwa po raz pierwszy w życiu.

***


1 komentarz:

  1. Cóż, póki co przeczytałam co mogę, ale powiem, że zainteresowałaś mnie. Na początku wyłapałam parę powtórzeń, ale było to dawno temu i zobaczy się później jak jest w dalszych postach. Podoba mi się motyw ucieczki od życia, jest częsty, ale chcę wiedzieć jak się zakończy, więc mam zamiar czytać dalej :) Zobaczymy jakie przygody będzie miała Twoja bohaterka
    Pozdrawiam #bak i życzę powodzenia!
    Nari ~

    OdpowiedzUsuń