poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 4



Rozdział 4


***
Dziś jest ten dzień. Idę na arenę. Nawet nie wiem po co… W sumie to może być jakiś podstęp… Cóż. Raz się żyje.
Ubrałam się jak zwykle. Moje ukochane podarte, czarne, stare rurki a’la Harry Styles, biały t-shirt i moja ulubiona kurteczka. Przed wyjściem zrobiłam lekki makijaż, bo w końcu nie wiedziałam gdzie trafię. Przed wyjściem tylko zgarnęłam do kieszeni swojego iPhona (tak w końcu musi być ten lans eh) wrzuciłam wodę i tę tajemniczą kartkę od tego faceta do plecaka. Wciągnęłam na nogi białe Nike’i i  wyszłam jak gdyby nigdy nic.

Było zimno. Wiał chłodny wiatr, a na policzkach czułam malutkie krople deszczu. Mijałam przypadkowych ludzi. Po przeciwnej stronie ulicy zauważyłam małą dziewczynkę, która trzymała kurczowo w rękach maskotkę. Obok niej stała mama – kobieta sukcesu – zbyt zajęta by zwrócić uwagę na córkę. Teraz ją ignoruje, ale potem będzie za późno. Nie będzie kogo ignorować. Wiem coś o tym.  

Dalej siedział bezdomny razem ze swoim psem, który był przykryty prawdopodobnie jego kurtką. To zabawne, że ludzie, którzy mają pieniądze niczego nie potrafią docenić, a on dba o swojego psa bardziej niż o siebie. Powinniśmy uczyć się od takich ludzi. Zatrzymałam się przy nim. Usiadłam na chwilę obok. Nie odzywał się do mnie słowem.

- To ciekawe jak obojętni są ludzie, kiedy wszystko im się układa, a  jak zacznie się sypać, to oczekują pomocy od innych. – zaczęłam nagle wypowiadać twoje myśli na głos.

On tylko się uśmiechną do mnie nieśmiało. 

- Proszę. Panu się bardziej przyda. – powiedziałam podając mu 10 funtów. 

Zanim powiedział cokolwiek, pożegnałam się i odeszłam. 

Było już całkiem niedaleko. Przed wejściem podałam ochroniarzowi tę kartkę. Zajrzał do niej, podał mi numerek i mnie wpuścił. Nadal nie wiedziałam o co chodzi.
Gdy weszłam trochę dalej zauważyłam kartonową podobiznę Nialla, Zayna, Liama, Louisa i Harrego a na niej wielki różowy napis:

„ Welcome on M&G”

Zdębiałam. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Czyli ten facet to naprawdę był…. Matko jaka za mnie idiotka. Od razu wiedziałam, że jest mi znajomy.

Weszłam do dużej sali, w której były poustawiane krzesła. Na moim było napisane zarezerwowane, więc zdjęłam tę kartkę i tam usiadłam. Oczywiście nie mogło się obejść, bez zbędnych komentarzy, że to jest zajęte bla bla. Kiedy już powoli wytłumaczyłam im, że to moje miejsce na scenę wyszedł jakiś koleś proszący o zajęcie miejsc.
Kiedy już wszystkie usiadły wyszli ONI. O dziwo nie zemdlałam, ani nie przestałam oddychać, więc jest nieźle. Wypełniało mnie tylko szczęście. Ciekawe uczucie. Nie odczuwam go często. Dziewczyny zadawały im pytania, a oni odpowiadali. Ja tylko siedziałam i słuchałam. Chciałam jak najlepiej zapamiętać tę chwilę. 

- A ty nie masz żadnych pytań ? – po chwili dopiero ogarnęłam, że to było do mnie.
- Nie.. Chyba nie… Wiem raczej wszystko co powinnam. Nie wpycham nosa w nieswoje sprawy. To nie w moim stylu. – odpowiedziałam. Na początku niepewnie, ale potem coś mnie wzięło i rozmawialiśmy normalnie. 

Niall jak zawsze promieniał i co chwilę się śmiał, a z nim cała sala. Jest bardzo zaraźliwy. Nawet zdarzyło się, że i ja kilka razy się zaśmiałam.
Jednak cały czas miałam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy. Starałam się to ignorować.

Nagle usłyszałam dźwięk wiadomości.
 „Już mi nie ufasz. Rozumiem.. a właściwie… nie rozumiem. Co się z tobą stało ? Zmieniłaś się. Już cię nie poznaje. Zaczynam żałować, że cię spotkałem. Nie dzwoń, nie pisz. Nie chce dalej brnąć w to. Byłaś błędem. Cześć.”

Czułam jak do moich oczu napływają łzy. Wiedziałam, Wiedziałam. Wiedziałam, że coś się stanie. Gula w moim gardle stawała się coraz większa. Nie wytrzymałam. Musiałam wyjść.
Zaczęłam szukać łazienki. Łzy ściekały mi po twarzy. Weszłam do dużego pomieszczenia i spojrzałam w lustro. Pod oczami miałam czarne plamy po spływającym tuszu. Miałam to gdzieś. Znów wszystko się zawaliło. 
Wielkie szczęście w jednej chwili zmieniło się w okropny ból. Miałam ochotę rozbić pięścią to lustro. Nie mogłam na siebie patrzeć. To znów moja wina. Gdybym się tak nie zachowała ostatnio to nic by się nie stało.
Oparłam się o ścianę i zjechałam na podłogę. Spojrzałam na swoje sponiewierane nadgarstki. Przepraszam wyszeptałam sama do siebie. Najpierw zniszczę siebie, a potem wszystko co kocham.
Dlaczego tak się dzieje ? 

W tym momencie do łazienki wszedł Niall. Usiadł koło mnie i zaczął mnie wypytywać o to co się stało, ale ja nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam z nikim rozmawiać.
Patrzyłam w przestrzeń. Nauczyłam się ignorować ludzi do tego stopnia, że przestaje ich słyszeć. Tak było i tym razem. Dopóki mną nie potrząsną. 

- Powiedz co się stało! – krzyczał. Widziałam zmartwienie na jego twarzy.
Pokiwałam tylko przecząco głową. 

-Nie mogę … -  powiedziałam bezgłośnie. 

Głos mi się załamał. Nie mogłam pozwolić, aby mnie taką zapamiętał. 

- Przepraszam. Zapomnij o tym, że kiedykolwiek mnie spotkałeś. – powiedziałam mu w twarz i wyszłam. Choć lepsze byłoby stwierdzenie wybiegłam. 

Biegłam przed siebie. Po drodze potrąciłam kilkoro ludzi. Już widziałam mój dom. Wchodząc zauważyłam w pobliżu tajemniczego chłopaka.

Zatrzasnęłam za sobą drzwi i szybkim krokiem ruszyłam do łazienki. Zaczęłam grzebać kosmetyczce. Nie mogłam jej znaleźć. Wróciłam do salonu i nerwowo chodziłam w tę i z powrotem. Wyjęłam z kieszeni telefon i jeszcze raz przeczytałam wiadomość. To nie był dobry pomysł. W złości rzuciłam telefonem w duże lustro naprzeciw mnie. Rozbiło się na wiele kawałków. Uspokoiłam się momentalnie. Załamana podeszłam powoli do lustra po czym usiadłam w tych wszystkich odłamkach. Wzięłam jeden i przejechałam po wewnętrznej stronie nadgarstka. Obserwowałam jak krew powoli spływał po ręce. Poczułam wewnętrzny spokój…
Zawiązałam  na ręce bandaż i zaczęłam się przyglądać pozostałym śladom. 

Nigdy o was nie zapomnę.


1 komentarz:

  1. Interesujące. Z każdym rozdiałem jest ciekawiej. Czekam na resztę :D

    OdpowiedzUsuń