piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 2


***

Rozdział 2.

***

Kiedy już rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy postanowiłam, że wyjdę obejrzeć okolicę. Miałam nadzieję, że wpadnę na kogoś w miarę normalnego. Założyłam swoją kurtkę. Londyńska pogoda różniła się nieco od naszej polskiej. Na pewno charakterystyczne było chłodne powietrze przesiąknięte zapachem deszczu. Kocham taka pogodę. Jest taka… hmm trudno to określić…. Tajemnicza ? Mniejsza z tym.
Przechodząc obok lustra zatrzymałam się na chwilę. Spojrzałam w moje odbicie. Nigdy mi się nie podobało to, co w nim widziałam. Każda dziewczyna zazdrościła mi urody, ale ja nigdy nie mogłam zaakceptować swojego ciała. Czułam wstręt za każdym razem kiedy widziałam swoje odbicie. Tak było i tym razem. Biały t-shirt, który wisiał na moich wychudzonych ramionach przykrywała czarna skórzana kurtka. Na nogach miałam czarne jeansy i choć były w rozmiarze XS nadal były trochę za duże. Zawsze lubiłam jeść. Do czasu, kiedy pierwszy raz chłopak złamał mi serce i odszedł ode mnie dla innej dziewczyny. Jak to on określił - lepszej. Tego dnia stwierdziłam, że jeśli nie jestem dość dobra dla niego, to nie jestem też dość dobra dla siebie. Przestałam jeść. Miałam zaburzenia snu. Kilka razy zemdlałam. Wszystko, żeby się zmienić. Udało mi się.
Uśmiech już nie pojawia się na mojej twarzy. Zniknął ten błysk z moich oczu. Od tamtego czasu jedyny błysk jaki się w nich pojawiał to światło odbijające się od łez.  Może i żyję, ale w środku jestem całkiem martwa. Cała energia ze mnie uleciała. Już nie jestem tą samą dziewczyną co kiedyś. Zmienił mnie, a właściwie to złamał. Nie potrafię wrócić do tego co było.
Dość. Znów to  robie. Miałam nie wracać do przeszłości. Miałam żyć tym co jest. Przykleiłam więc na twarz jeden z moich sztucznych uśmiechów. Bardzo dobrze spełniały swoją rolę. Nikt nie dowiedział się nigdy co czuję tak naprawdę.  Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę centrum. Po drodze zaszłam do Starbucksa i kupiłam sobie moją ulubioną kawę na rozgrzanie.
Dostałam jakąś wiadomość i wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki. Skupiłam się na jej treści i nie patrzyłam dokąd idę. Wpadłam na jakiegoś chłopaka i oblałam go kawą. Od razu oprzytomniałam.
- Mój boże przepraszam naprawdę nie chciałam! Straszna ze mnie niezdara. – zaczęłam się tłumaczyć wycierając jego poplamioną koszulkę.
- Nic się nie stało ha ha.  Każdemu może się zdarzyć. – powiedział ze śmiechem.
Jego głos był mi znajomy… nie to nie możliwe. Spojrzałam na jego twarz i … oniemiałam. Przede mną stał Zayn Malik ( albo osoba niesamowicie go przypominająca ). Odgoniłam od siebie tę myśl. W końcu to nie możliwe, że wpadłam na NIEGO. Jednak coś nie dawało mi spokoju…
- Bardzo przypominasz Zayna Malika z One Direction. Nawet głos masz podobny. – wypaliłam.
- Skąd wiesz jaki on ma głos? – zapytał ze zdziwioną miną. Jak widać nie wie co potrafią Directioners. A w szczególności te z Polski.
- Jestem fanką. Wiem o nim i reszcie chłopaków wszystko. Są mi bliscy jak najlepsi przyjaciele… ale oni nie wiedzą nawet, że istnieje. – powiedziałam, ze smutkiem w głosie. Co się ze mną dzieje? Jeszcze nigdy nie okazywałam uczuć, a teraz ?
- Właściwie… to za pomnij o czym mówiłam. Po prostu bardzo chciałabym ich spotkać, poznać… wiem to nie realne, ale warto mieć marzenia prawda? Przepraszam za koszulkę i za zmarnowany czas. Zapomnij o tej rozmowie i o tym całym spotkaniu dobrze? – wyciągnęłam portfel, żeby oddać mu pieniądze za zniszczoną koszulkę.
-  Przestań schowaj to. Nic się nie stało. Za to ja mam prośbę do Ciebie. Przyjdź za tydzień na Arenę 02 dobrze ? – zdziwiłam się kiedy mi to zaproponował, ale w końcu się zgodziłam. Zanim odszedł dał mi jakąś kartkę, ale prosił, żebym jej nie otwierała. Mam ją tam zabrać i dać mężczyźnie przy wejściu.
To było … co najmniej dziwne, no ale cóż. Różni ludzie po świecie chodzą. Czy to… był zwykły przypadek, że wpadłam na tego chłopaka ?
Może… nie. Rose nie bądź głupia. Nie żyjesz w jakimś filmie.
Sama z siebie zaczęłam się śmiać.

***

Dochodziła już 18. Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać coś do jedzenia. Nie byłam głodna, ale wiedziałam, że muszę coś zjeść, żeby nie wrócić do tamtego stanu. Chwilę potem usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To mój chłopak. Pewnie dzwoni, żeby mi przypomnieć, że muszę coś zjeść. Kochany jest.
~ Cześć kochanie. Tęsknie za tobą strasznie, a nie widzimy się dopiero jeden dzień. ~
Typowy on. Nie może wytrzymać beze mnie nawet dnia. Mam dokładnie tak samo.
- Też strasznie tęsknię. –
~ Kiedy wracasz ? ~
- Obawiam się, że nie wracam – te słowa wypowiedziałam bardzo cicho. Wiedziałam, że go zranią.
~ Ale jak to….. ~ jego głos powoli się załamywał.
- Nie jestem w stanie tam wrócić. Nie mogę. Przepraszam. –
Rozłączyłam się. Znów ranię osoby, na których mi zależy. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Jeszcze raz wystukałam na klawiaturze

 „ Przepraszam, nie mam siły ci tego tłumaczyć. I tak nie zrozumiesz.”

„spróbuję”

„ a bolały cię kiedyś uczucia ?”

Nie dostałam odpowiedzi. Znów się zaczyna. Czuję, że niedługo stanie się coś złego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz