***
Rozdział 2.
***
Kiedy już
rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy postanowiłam, że wyjdę obejrzeć okolicę.
Miałam nadzieję, że wpadnę na kogoś w miarę normalnego. Założyłam swoją kurtkę.
Londyńska pogoda różniła się nieco od naszej polskiej. Na pewno
charakterystyczne było chłodne powietrze przesiąknięte zapachem deszczu. Kocham
taka pogodę. Jest taka… hmm trudno to określić…. Tajemnicza ? Mniejsza z tym.
Przechodząc obok
lustra zatrzymałam się na chwilę. Spojrzałam w moje odbicie. Nigdy mi się nie
podobało to, co w nim widziałam. Każda dziewczyna zazdrościła mi urody, ale ja
nigdy nie mogłam zaakceptować swojego ciała. Czułam wstręt za każdym razem
kiedy widziałam swoje odbicie. Tak było i tym razem. Biały t-shirt, który
wisiał na moich wychudzonych ramionach przykrywała czarna skórzana kurtka. Na
nogach miałam czarne jeansy i choć były w rozmiarze XS nadal były trochę za
duże. Zawsze lubiłam jeść. Do czasu, kiedy pierwszy raz chłopak złamał mi serce
i odszedł ode mnie dla innej dziewczyny. Jak to on określił - lepszej. Tego
dnia stwierdziłam, że jeśli nie jestem dość dobra dla niego, to nie jestem też
dość dobra dla siebie. Przestałam jeść. Miałam zaburzenia snu. Kilka razy
zemdlałam. Wszystko, żeby się zmienić. Udało mi się.
Uśmiech już nie
pojawia się na mojej twarzy. Zniknął ten błysk z moich oczu. Od tamtego czasu
jedyny błysk jaki się w nich pojawiał to światło odbijające się od łez. Może i żyję, ale w środku jestem całkiem
martwa. Cała energia ze mnie uleciała. Już nie jestem tą samą dziewczyną co
kiedyś. Zmienił mnie, a właściwie to złamał. Nie potrafię wrócić do tego co
było.
Dość. Znów to robie. Miałam nie wracać do przeszłości.
Miałam żyć tym co jest. Przykleiłam więc na twarz jeden z moich sztucznych
uśmiechów. Bardzo dobrze spełniały swoją rolę. Nikt nie dowiedział się nigdy co
czuję tak naprawdę. Wyszłam z domu i
skierowałam się w stronę centrum. Po drodze zaszłam do Starbucksa i kupiłam
sobie moją ulubioną kawę na rozgrzanie.
Dostałam jakąś
wiadomość i wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki. Skupiłam się na jej treści i
nie patrzyłam dokąd idę. Wpadłam na jakiegoś chłopaka i oblałam go kawą. Od
razu oprzytomniałam.
- Mój boże
przepraszam naprawdę nie chciałam! Straszna ze mnie niezdara. – zaczęłam się
tłumaczyć wycierając jego poplamioną koszulkę.
- Nic się nie stało
ha ha. Każdemu może się zdarzyć. –
powiedział ze śmiechem.
Jego głos był mi
znajomy… nie to nie możliwe. Spojrzałam na jego twarz i … oniemiałam. Przede
mną stał Zayn Malik ( albo osoba niesamowicie go przypominająca ). Odgoniłam od
siebie tę myśl. W końcu to nie możliwe, że wpadłam na NIEGO. Jednak coś nie
dawało mi spokoju…
- Bardzo przypominasz
Zayna Malika z One Direction. Nawet głos masz podobny. – wypaliłam.
- Skąd wiesz jaki on
ma głos? – zapytał ze zdziwioną miną. Jak widać nie wie co potrafią
Directioners. A w szczególności te z Polski.
- Jestem fanką. Wiem
o nim i reszcie chłopaków wszystko. Są mi bliscy jak najlepsi przyjaciele… ale
oni nie wiedzą nawet, że istnieje. – powiedziałam, ze smutkiem w głosie. Co się
ze mną dzieje? Jeszcze nigdy nie okazywałam uczuć, a teraz ?
- Właściwie… to za
pomnij o czym mówiłam. Po prostu bardzo chciałabym ich spotkać, poznać… wiem to
nie realne, ale warto mieć marzenia prawda? Przepraszam za koszulkę i za
zmarnowany czas. Zapomnij o tej rozmowie i o tym całym spotkaniu dobrze? – wyciągnęłam
portfel, żeby oddać mu pieniądze za zniszczoną koszulkę.
- Przestań schowaj to. Nic się nie stało. Za to
ja mam prośbę do Ciebie. Przyjdź za tydzień na Arenę 02 dobrze ? – zdziwiłam
się kiedy mi to zaproponował, ale w końcu się zgodziłam. Zanim odszedł dał mi
jakąś kartkę, ale prosił, żebym jej nie otwierała. Mam ją tam zabrać i dać
mężczyźnie przy wejściu.
To było … co najmniej
dziwne, no ale cóż. Różni ludzie po świecie chodzą. Czy to… był zwykły
przypadek, że wpadłam na tego chłopaka ?
Może… nie. Rose nie
bądź głupia. Nie żyjesz w jakimś filmie.
Sama z siebie
zaczęłam się śmiać.
***
Dochodziła już 18.
Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać coś do jedzenia. Nie byłam głodna,
ale wiedziałam, że muszę coś zjeść, żeby nie wrócić do tamtego stanu. Chwilę
potem usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To mój chłopak. Pewnie dzwoni, żeby mi
przypomnieć, że muszę coś zjeść. Kochany jest.
~ Cześć kochanie.
Tęsknie za tobą strasznie, a nie widzimy się dopiero jeden dzień. ~
Typowy on. Nie może
wytrzymać beze mnie nawet dnia. Mam dokładnie tak samo.
- Też strasznie
tęsknię. –
~ Kiedy wracasz ? ~
- Obawiam się, że nie
wracam – te słowa wypowiedziałam bardzo cicho. Wiedziałam, że go zranią.
~ Ale jak to….. ~
jego głos powoli się załamywał.
- Nie jestem w stanie
tam wrócić. Nie mogę. Przepraszam. –
Rozłączyłam się. Znów
ranię osoby, na których mi zależy. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Jeszcze
raz wystukałam na klawiaturze
„ Przepraszam, nie mam siły ci tego tłumaczyć.
I tak nie zrozumiesz.”
„spróbuję”
„ a bolały cię kiedyś
uczucia ?”
Nie dostałam
odpowiedzi. Znów się zaczyna. Czuję, że niedługo stanie się coś złego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz