piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 3




***
Powoli wszystko sobie przypomniałam. Pamiętam to miejsce. Mieszkałam tu. Miałam tu przyjaciela, ale ta relacja już nie istnieje. On jest sławny, a ja… zwykła. Nic już nas nie łączy. On Dorósł. Już nie jest małym chłopcem, choć dla mnie on zawsze nim zostanie. Trochę się pozmieniało.
Z przemyśleń wyrwał mnie alarm mówiący, że już czas udać się do najgorszego miejsca na ziemi. LICEUM. Coś strasznego. Szkoła zepsuła większą część mojego życia. Zawsze byłam wyśmiewana właściwie sama nie wiem dlaczego. Zawsze znaleźli jakiś powód. Kujon, grubaska, dziwaczka… To było na porządku dziennym. Zawsze udawałam chorą, żeby tam nie iść, ale moja rodzina zbyt dobrze mnie znała.
Kolejny raz wejdę w ich życie z butami pojawiając się tam w środku roku szkolnego. Cóż.. bywa.
Nie lubię się wyróżniać. To trochę trudne kiedy masz długie, kruczoczarne, kręcone włosy i wielkie, jaskrawoniebieskie oczy,   ale mam na to sposób. Wiążę włosy w koka, zakładam brązowe soczewki i okulary na nos.  Do tego wciągam na siebie jakiś mój stary sweter i gotowe. Zupełnie inna osoba.
Spakowałam się. Założyłam moją ulubioną kurtkę i wyszłam. Ze słuchawkami w uszach szłam przed siebie nie zwracając uwagi na to co mnie otacza.

***

To tu. Gorsza wersja więzienia. Ugh jak ja to kocham …….
Weszłam powoli po schodach. W sumie…. Mam dość uciekania przed wszystkimi. Czas na zmianę.
Rozwiązałam włosy, schowałam do plecaka okulary i soczewki. Cały czas zakrywałam siebie. Udawałam kogoś kim nie jestem. Może to już czas pokazać wszystkim prawdziwą siebie ?
Z podniesioną głową i pewnym krokiem szłam w stronę mojej szafki. Czułam na sobie zazdrosny wzrok innych dziewczyn, a za sobą słyszałam szepty. Satysfakcjonowało mnie to. Mogłoby być tak zawsze.

***

Dzień mijał powoli.
Pierwsza lekcja.
Druga lekcja.
Trzecia lekcja.
Czas na obiad. Udałam się powoli w stronę stołówki. Wszyscy biegli. Nie rozumiałam tego do czasu aż weszłam. Wszystkie stoły zajęte oprócz jednego, przy którym samotnie siedział chłopak w kapturze na głowie.
Zapytałam więc dziewczyn stojących obok, które się u z uwagą przyglądały.
- To szkolna gwiazda. Super śpiewa i jest… TAAAAAKI PRZYSTOJNYYY. –
- to dlaczego siedzi sam ? – nadal nie mogłam tego pojąć.
- Jest typem samotnika. Zawsze kiedy, któraś z nas pyta, czy możemy się dosiąść, odpowiada, że woli siedzieć sam –
- Hmm.. ja jednak spróbuje. – Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem podążyłam w stronę chłopaka.
- Hej. Mogę się dosiąść ? – zapytałam niepewna jego reakcji.
Chłopak zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i zatrzymał się na nadgarstkach. Obciągnęłam rękawy.
Chłopak uśmiechnął się nieśmiało.
- Jasne, siadaj.  Nie jesz nic ?  – zapytał kiedy już usiadłam.
- Nie… Jadłam w domu. – skłamałam, a on chyba to wyczuł. Nie zadawał więcej pytań za co mu dziękuję.
Przyglądałam się mu uważnie. Miał czarne włosy, a ich końce zdawały się granatowe, ale trudno to określić, bo kaptur wszystko zasłaniał. Moją uwagę zwrócił bandaż wystający zza rękawa.
- Co ci się stało w rękę ? – wolałam zapytać, bo moje podejrzenia mogły być mylne.
-  Już ty powinnaś wiedzieć co to jest. – rzucił chłodno chłopak nawet nie podnosząc wzroku znad sałatki.
Hmm tak myślałam. Jak widać nie lubi o tym mówić, więc nie odzywałam się już. Rozumiałam go. To nie jest coś czym należy się chwalić. Dla mnie to oznaka mojej słabości. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że to jest żałosne zachowanie, ale ja inaczej nie potrafię.
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
Czwarta lekcja.
Piąta lekcja.
Szósta lekcja.
Nareszcie. Mogę iść do domu. Muszę przyznać, że nie było tak źle. W sumie to było całkiem fajne. Ten chłopak… zaintrygował mnie. Muszę go bliżej poznać
.

***

Zamyślona szłam przed siebie. Nie patrzyłam dokąd idę i znów na kogoś wpadłam. To był ten chłopak ze szkoły. Zaczęłam go przepraszać, ale on tylko rzucił, że nic się nie stało i poszedł dalej. Był tajemniczy nawet jak dla mnie. Bardziej niż ja. Patrzyłam jeszcze długo jak odchodzi zanim sama wróciłam do domu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz