***
Powoli wszystko sobie
przypomniałam. Pamiętam to miejsce. Mieszkałam tu. Miałam tu przyjaciela, ale
ta relacja już nie istnieje. On jest sławny, a ja… zwykła. Nic już nas nie
łączy. On Dorósł. Już nie jest małym chłopcem, choć dla mnie on zawsze nim
zostanie. Trochę się pozmieniało.
Z przemyśleń wyrwał
mnie alarm mówiący, że już czas udać się do najgorszego miejsca na ziemi.
LICEUM. Coś strasznego. Szkoła zepsuła większą część mojego życia. Zawsze byłam
wyśmiewana właściwie sama nie wiem dlaczego. Zawsze znaleźli jakiś powód.
Kujon, grubaska, dziwaczka… To było na porządku dziennym. Zawsze udawałam
chorą, żeby tam nie iść, ale moja rodzina zbyt dobrze mnie znała.
Kolejny raz wejdę w
ich życie z butami pojawiając się tam w środku roku szkolnego. Cóż.. bywa.
Nie lubię się
wyróżniać. To trochę trudne kiedy masz długie, kruczoczarne, kręcone włosy i
wielkie, jaskrawoniebieskie oczy, ale
mam na to sposób. Wiążę włosy w koka, zakładam brązowe soczewki i okulary na nos.
Do tego wciągam na siebie jakiś mój
stary sweter i gotowe. Zupełnie inna osoba.
Spakowałam się.
Założyłam moją ulubioną kurtkę i wyszłam. Ze słuchawkami w uszach szłam przed
siebie nie zwracając uwagi na to co mnie otacza.
***
To tu. Gorsza wersja
więzienia. Ugh jak ja to kocham …….
Weszłam powoli po
schodach. W sumie…. Mam dość uciekania przed wszystkimi. Czas na zmianę.
Rozwiązałam włosy,
schowałam do plecaka okulary i soczewki. Cały czas zakrywałam siebie. Udawałam kogoś
kim nie jestem. Może to już czas pokazać wszystkim prawdziwą siebie ?
Z podniesioną głową i
pewnym krokiem szłam w stronę mojej szafki. Czułam na sobie zazdrosny wzrok
innych dziewczyn, a za sobą słyszałam szepty. Satysfakcjonowało mnie to.
Mogłoby być tak zawsze.
***
Dzień mijał powoli.
Pierwsza lekcja.
Druga lekcja.
Trzecia lekcja.
Czas na obiad. Udałam
się powoli w stronę stołówki. Wszyscy biegli. Nie rozumiałam tego do czasu aż
weszłam. Wszystkie stoły zajęte oprócz jednego, przy którym samotnie siedział
chłopak w kapturze na głowie.
Zapytałam więc
dziewczyn stojących obok, które się u z uwagą przyglądały.
- To szkolna gwiazda.
Super śpiewa i jest… TAAAAAKI PRZYSTOJNYYY. –
- to dlaczego siedzi
sam ? – nadal nie mogłam tego pojąć.
- Jest typem
samotnika. Zawsze kiedy, któraś z nas pyta, czy możemy się dosiąść, odpowiada,
że woli siedzieć sam –
- Hmm.. ja jednak
spróbuje. – Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem podążyłam w stronę
chłopaka.
- Hej. Mogę się
dosiąść ? – zapytałam niepewna jego reakcji.
Chłopak zmierzył mnie
wzrokiem od góry do dołu i zatrzymał się na nadgarstkach. Obciągnęłam rękawy.
Chłopak uśmiechnął
się nieśmiało.
- Jasne, siadaj. Nie jesz nic ? – zapytał kiedy już usiadłam.
- Nie… Jadłam w domu.
– skłamałam, a on chyba to wyczuł. Nie zadawał więcej pytań za co mu dziękuję.
Przyglądałam się mu
uważnie. Miał czarne włosy, a ich końce zdawały się granatowe, ale trudno to
określić, bo kaptur wszystko zasłaniał. Moją uwagę zwrócił bandaż wystający zza
rękawa.
- Co ci się stało w
rękę ? – wolałam zapytać, bo moje podejrzenia mogły być mylne.
- Już ty powinnaś wiedzieć co to jest. – rzucił
chłodno chłopak nawet nie podnosząc wzroku znad sałatki.
Hmm tak myślałam. Jak
widać nie lubi o tym mówić, więc nie odzywałam się już. Rozumiałam go. To nie
jest coś czym należy się chwalić. Dla mnie to oznaka mojej słabości. Świetnie
zdaje sobie sprawę z tego, że to jest żałosne zachowanie, ale ja inaczej nie
potrafię.
W tym momencie
zadzwonił dzwonek.
Czwarta lekcja.
Piąta lekcja.
Szósta lekcja.
Nareszcie. Mogę iść
do domu. Muszę przyznać, że nie było tak źle. W sumie to było całkiem fajne.
Ten chłopak… zaintrygował mnie. Muszę go bliżej poznać
.
***
Zamyślona szłam przed
siebie. Nie patrzyłam dokąd idę i znów na kogoś wpadłam. To był ten chłopak ze
szkoły. Zaczęłam go przepraszać, ale on tylko rzucił, że nic się nie stało i
poszedł dalej. Był tajemniczy nawet jak dla mnie. Bardziej niż ja. Patrzyłam
jeszcze długo jak odchodzi zanim sama wróciłam do domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz