Rozdział 4
***
Dziś jest ten dzień.
Idę na arenę. Nawet nie wiem po co… W sumie to może być jakiś podstęp… Cóż. Raz
się żyje.
Ubrałam się jak
zwykle. Moje ukochane podarte, czarne, stare rurki a’la Harry Styles, biały
t-shirt i moja ulubiona kurteczka. Przed wyjściem zrobiłam lekki makijaż, bo w
końcu nie wiedziałam gdzie trafię. Przed wyjściem tylko zgarnęłam do kieszeni
swojego iPhona (tak w końcu musi być ten lans eh) wrzuciłam wodę i tę
tajemniczą kartkę od tego faceta do plecaka. Wciągnęłam na nogi białe Nike’i
i wyszłam jak gdyby nigdy nic.
Było zimno. Wiał
chłodny wiatr, a na policzkach czułam malutkie krople deszczu. Mijałam
przypadkowych ludzi. Po przeciwnej stronie ulicy zauważyłam małą dziewczynkę,
która trzymała kurczowo w rękach maskotkę. Obok niej stała mama – kobieta sukcesu
– zbyt zajęta by zwrócić uwagę na córkę. Teraz ją ignoruje, ale potem będzie za
późno. Nie będzie kogo ignorować. Wiem coś o tym.
Dalej siedział
bezdomny razem ze swoim psem, który był przykryty prawdopodobnie jego kurtką.
To zabawne, że ludzie, którzy mają pieniądze niczego nie potrafią docenić, a on
dba o swojego psa bardziej niż o siebie. Powinniśmy uczyć się od takich ludzi.
Zatrzymałam się przy nim. Usiadłam na chwilę obok. Nie odzywał się do mnie
słowem.
- To ciekawe jak
obojętni są ludzie, kiedy wszystko im się układa, a jak zacznie się sypać, to oczekują pomocy od
innych. – zaczęłam nagle wypowiadać twoje myśli na głos.
On tylko się uśmiechną
do mnie nieśmiało.
- Proszę. Panu się
bardziej przyda. – powiedziałam podając mu 10 funtów.
Zanim powiedział
cokolwiek, pożegnałam się i odeszłam.
Było już całkiem
niedaleko. Przed wejściem podałam ochroniarzowi tę kartkę. Zajrzał do niej,
podał mi numerek i mnie wpuścił. Nadal nie wiedziałam o co chodzi.
Gdy weszłam trochę
dalej zauważyłam kartonową podobiznę Nialla, Zayna, Liama, Louisa i Harrego a
na niej wielki różowy napis:
„ Welcome on M&G”
Zdębiałam. Nie
wierzyłam, że to się dzieje. Czyli ten facet to naprawdę był…. Matko jaka za
mnie idiotka. Od razu wiedziałam, że jest mi znajomy.
Weszłam do dużej sali,
w której były poustawiane krzesła. Na moim było napisane zarezerwowane, więc
zdjęłam tę kartkę i tam usiadłam. Oczywiście nie mogło się obejść, bez zbędnych
komentarzy, że to jest zajęte bla bla. Kiedy już powoli wytłumaczyłam im, że to
moje miejsce na scenę wyszedł jakiś koleś proszący o zajęcie miejsc.
Kiedy już wszystkie
usiadły wyszli ONI. O dziwo nie zemdlałam, ani nie przestałam oddychać, więc jest
nieźle. Wypełniało mnie tylko szczęście. Ciekawe uczucie. Nie odczuwam go
często. Dziewczyny zadawały im pytania, a oni odpowiadali. Ja tylko siedziałam
i słuchałam. Chciałam jak najlepiej zapamiętać tę chwilę.
- A ty nie masz żadnych
pytań ? – po chwili dopiero ogarnęłam, że to było do mnie.
- Nie.. Chyba nie… Wiem
raczej wszystko co powinnam. Nie wpycham nosa w nieswoje sprawy. To nie w moim
stylu. – odpowiedziałam. Na początku niepewnie, ale potem coś mnie wzięło i
rozmawialiśmy normalnie.
Niall jak zawsze
promieniał i co chwilę się śmiał, a z nim cała sala. Jest bardzo zaraźliwy.
Nawet zdarzyło się, że i ja kilka razy się zaśmiałam.
Jednak cały czas
miałam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy. Starałam się to ignorować.
Nagle usłyszałam
dźwięk wiadomości.
„Już mi nie ufasz. Rozumiem.. a właściwie… nie
rozumiem. Co się z tobą stało ? Zmieniłaś się. Już cię nie poznaje. Zaczynam
żałować, że cię spotkałem. Nie dzwoń, nie pisz. Nie chce dalej brnąć w to.
Byłaś błędem. Cześć.”
Czułam jak do moich
oczu napływają łzy. Wiedziałam, Wiedziałam. Wiedziałam, że coś się stanie. Gula
w moim gardle stawała się coraz większa. Nie wytrzymałam. Musiałam wyjść.
Zaczęłam szukać
łazienki. Łzy ściekały mi po twarzy. Weszłam do dużego pomieszczenia i
spojrzałam w lustro. Pod oczami miałam czarne plamy po spływającym tuszu.
Miałam to gdzieś. Znów wszystko się zawaliło.
Wielkie szczęście w
jednej chwili zmieniło się w okropny ból. Miałam ochotę rozbić pięścią to
lustro. Nie mogłam na siebie patrzeć. To znów moja wina. Gdybym się tak nie zachowała
ostatnio to nic by się nie stało.
Oparłam się o ścianę
i zjechałam na podłogę. Spojrzałam na swoje sponiewierane nadgarstki.
Przepraszam wyszeptałam sama do siebie. Najpierw zniszczę siebie, a potem
wszystko co kocham.
Dlaczego tak się dzieje
?
W tym momencie do
łazienki wszedł Niall. Usiadł koło mnie i zaczął mnie wypytywać o to co się
stało, ale ja nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam z nikim rozmawiać.
Patrzyłam w
przestrzeń. Nauczyłam się ignorować ludzi do tego stopnia, że przestaje ich
słyszeć. Tak było i tym razem. Dopóki mną nie potrząsną.
- Powiedz co się
stało! – krzyczał. Widziałam zmartwienie na jego twarzy.
Pokiwałam tylko
przecząco głową.
-Nie mogę … - powiedziałam bezgłośnie.
Głos mi się załamał.
Nie mogłam pozwolić, aby mnie taką zapamiętał.
- Przepraszam.
Zapomnij o tym, że kiedykolwiek mnie spotkałeś. – powiedziałam mu w twarz i
wyszłam. Choć lepsze byłoby stwierdzenie wybiegłam.
Biegłam przed siebie.
Po drodze potrąciłam kilkoro ludzi. Już widziałam mój dom. Wchodząc zauważyłam
w pobliżu tajemniczego chłopaka.
Zatrzasnęłam za sobą
drzwi i szybkim krokiem ruszyłam do łazienki. Zaczęłam grzebać kosmetyczce. Nie
mogłam jej znaleźć. Wróciłam do salonu i nerwowo chodziłam w tę i z powrotem. Wyjęłam
z kieszeni telefon i jeszcze raz przeczytałam wiadomość. To nie był dobry
pomysł. W złości rzuciłam telefonem w duże lustro naprzeciw mnie. Rozbiło się na
wiele kawałków. Uspokoiłam się momentalnie. Załamana podeszłam powoli do lustra
po czym usiadłam w tych wszystkich odłamkach. Wzięłam jeden i przejechałam po
wewnętrznej stronie nadgarstka. Obserwowałam jak krew powoli spływał po ręce.
Poczułam wewnętrzny spokój…
Zawiązałam na ręce bandaż i zaczęłam się przyglądać pozostałym śladom.
Nigdy o was nie zapomnę.

Interesujące. Z każdym rozdiałem jest ciekawiej. Czekam na resztę :D
OdpowiedzUsuń