Rozdział 5
***
Wczorajszy dzień był
beznadziejny, a jednocześnie najlepszy w całym moim życiu. I to paradoksalne
uczucie, kiedy chcesz o czymś zapomnieć, a jest to jedna z najlepszych chwil
jakie miałaś. Może już tak miało być ? Może po prostu nie byłam tą jedyną? Albo
najzwyczajniej w świecie umiem tylko ranić innych.
Siedziałabym tak
dalej użalając się nad sobą, jednak dzwonek do drzwi mi w tym
przeszkodził. Zwlokłam swoje ciało z
kanapy i poszłam otworzyć. Ten widok pozostanie w mojej głowie do końca życia.
Niall Horan u progu moich drzwi.
- Cześć. – powiedział
jak gdyby nigdy nic i z uśmiechem wszedł do środka.
- Cześć… -
powiedziałam trochę zdezorientowana.
- Jak się czujesz ?
Już lepiej ? Może teraz zechcesz mi powiedzieć co się stało. – zapytał zza
drzwi lodówki.
Zawahałam się. Bałam
się jego reakcji. Pomimo obaw pokazałam mu co wywołało wczorajszą sytuację.
Zrozumiał mnie. Też kiedyś został skrzywdzony. Od tamtego momentu nic nie
mówił. Tylko siedział i patrzyła na mnie. Wiedziałam o tym pomimo tego, że na
niego nawet nie spoglądałam. Czułam jego wzrok na sobie. W którymś momencie
zrobiło mi się strasznie smutno. Podkuliłam nogi i zwinęłam się na kanapie. On
najzwyczajniej w świecie mnie objął. Jak gdyby nigdy nic. To było… ciekawe
przeżycie. Marzysz o czymś przez całe życie. Dzień w dzień o tym myślisz, ale
zdajesz sobie sprawę, że to się prawdopodobnie nigdy nie zdarzy. Niesamowite
uczucie. To mój czas. Czas, w którym zmienie swoje życie na lepsze. To na razie
tylko początek długiej drogi do szczęścia.
- Zapomniałem! Miałem
cię o coś spytać. Urządzamy imprezę dziś wieczorem. Może chciałabyś wpaść?
Trochę byś się odstresowała, wyluzowała. To jak? – zapytał z wyraźnym
entuzjazmem na twarzy,
- Może nie powinnam
tak się tym przejmować.- Prawie mnie przekonał, ale nie byłam do końca pewna
czy tego właśnie chce.
- Ugh posłuchaj.
Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną. Jesteś piękna, inteligentna i wrażliwa.
Naprawdę. Ten chłopak jest po prostu zwykłym frajerem, który nie potrafił cię
docenić. Nie wiedział jakie szczęście go spotkało. Nie przejmuj się nim.- cały
czas próbował mnie jakoś przekonać. Chyba bardzo mu zależało na mojej
obecności. Jednak chciałam zobaczyć jak bardzo się postara.
- Mówisz tak tylko
dlatego, żeby mnie pocieszyć. Wiem jaka jestem i to na pewno nie jest tak jak opisałeś. –
- W takim razie jak
jest? – przerwał mi w pół słowa.
- Jestem chamską
dziewczyną, która nikogo nie dopuszcza do siebie. Ranie każdego na kim mi
zależy. W pełni zasługuje na wszystko co mnie spotkało.- powiedziałam mu w
twarz dokładnie to co o sobie myślę. To nie było wymyślone. Dokładnie tak
siebie widzę.
- Dlaczego taka dla
siebie jesteś? Dlaczego widzisz tylko to
co złe, a pomijasz wszystkie swoje dobre cechy?- nie mógł zrozumieć mojego toku
myślenia. Nie dziwie się mu. Sama siebie nie rozumiem.
- Dobrze. Przyjdę,
ale nie rozmawiajmy już o tym proszę.- nie potrafiłam mu odmówić. W jego oczach było coś takiego, co sprawiało,
że mam ochotę się uśmiechać. Cały promieniał radością i zarażał wszystkich
dookoła. Nie lubię gdy jest smutny, dlatego się zgodziłam. Nie chciałam go
martwić. Ma swoje problemy. Rzesze krzyczących i piszczących faneczek, które
latają za nim krok w krok śledząc każdy jego ruch. Przyjdą wszędzie. Jakby nie
miały swojego mózgu i nie umiały sobie wyobrazić jakby one się czuły, gdyby to
je spotkało coś takiego. Po prostu nie myślą.
Zapisał mi swój adres
na kartce. Pożegnaliśmy się i wyszedł. Brakowało mi go. Nie chciałam z nim
rozmawiać, a teraz dałabym wszystko, żeby jeszcze został. Na szczęście jeszcze
dziś go zobaczę. Właśnie! Co ja na siebie włożę. Co dziewczyny wkładają na
domówkę u sławnych muzyków?
Chwila. Ogarnij się
co ty robisz. Zachowujesz się jak te wszystkie puste laseczki.
Poszłam do pokoju i
otworzyłam wielką szafę stojącą w rogu. Po 15 minutach wpatrywania się w
zawartość mojej szafy wybrałam dżinsowe szorty, które własno ręczne porwałam,
białą koszulę z czarną kokardą i skórzaną kurtkę i skierowałam się do łazienki.
Wzięłam długi prysznic i zrobiłam lekki makijaż.
Po kilku godzinach
byłam już prawie gotowa do wyjścia. Wciągnęłam na nogi czarne conversy i
ruszyłam pod wyznaczony adres.
WOW. Jeśli chodzi o dom to mieszka całkiem
ładnie.
W środku była masa
ludzi. Niall od razu wypatrzył mnie w tłumie. Có
ż nie jestem jakaś bardzo niska
170 cm to wcale nie jest mało. Może uwagę zwracają moje długie czarne włosy
albo ten chłód który się pojawia kiedy się gdzieś zjawiam haha.
Wszystkim mnie
przedstawił. Od chłopaków z zespołu po ludzi, których widzę pierwszy raz na
oczy. Już po kilku minutach siedziałam na kanapie z Niallem i El, w którą Louis
pył zapatrzony jak w obrazek. To takie słodkie, że aż chce mi się rzygać. Nie
żebym coś do niej miała. Po prostu mam ość miłości jak na jakiś czas.
Harry zaproponował mi
drinka. Po mimo tego, że nigdy nie piłam to jakoś tak mnie kusiło. Zgodziłam
się, bo w końcu raz się żyje. Jednak straciłam rachubę i przestałam zauważać
jak ciągle mi dolewał. Po jakimś czasie
przestałam kojarzyć gdzie jestem i chyba urwał i się film.
Obudziłam się na
podłodze przytulona do Nialla. Pamiętałam jakieś urywki z wieczoru, ale
większość tak jakby przez mgłę. Do tego ten okropny ból głowy. Nigdy więcej nie
dotknę alkoholu.
Chwiejnym krokiem
skierowałam się w stronę łóżka. Na nic innego nie miałam siły.


"zapytał zza drzwi lodówki" Ten teks mnie rozwala. :D
OdpowiedzUsuńhaha cóż takie prawdziwe. :D
OdpowiedzUsuń