piątek, 31 stycznia 2014



Rozdział 5

***

Wczorajszy dzień był beznadziejny, a jednocześnie najlepszy w całym moim życiu. I to paradoksalne uczucie, kiedy chcesz o czymś zapomnieć, a jest to jedna z najlepszych chwil jakie miałaś. Może już tak miało być ? Może po prostu nie byłam tą jedyną? Albo najzwyczajniej w świecie umiem tylko ranić innych.
Siedziałabym tak dalej użalając się nad sobą, jednak dzwonek do drzwi mi w tym przeszkodził.  Zwlokłam swoje ciało z kanapy i poszłam otworzyć. Ten widok pozostanie w mojej głowie do końca życia. Niall Horan u progu moich drzwi.
- Cześć. – powiedział jak gdyby nigdy nic i z uśmiechem wszedł do środka.
- Cześć… - powiedziałam trochę zdezorientowana.
- Jak się czujesz ? Już lepiej ? Może teraz zechcesz mi powiedzieć co się stało. – zapytał zza drzwi lodówki.
Zawahałam się. Bałam się jego reakcji. Pomimo obaw pokazałam mu co wywołało wczorajszą sytuację. Zrozumiał mnie. Też kiedyś został skrzywdzony. Od tamtego momentu nic nie mówił. Tylko siedział i patrzyła na mnie. Wiedziałam o tym pomimo tego, że na niego nawet nie spoglądałam. Czułam jego wzrok na sobie. W którymś momencie zrobiło mi się strasznie smutno. Podkuliłam nogi i zwinęłam się na kanapie. On najzwyczajniej w świecie mnie objął. Jak gdyby nigdy nic. To było… ciekawe przeżycie. Marzysz o czymś przez całe życie. Dzień w dzień o tym myślisz, ale zdajesz sobie sprawę, że to się prawdopodobnie nigdy nie zdarzy. Niesamowite uczucie. To mój czas. Czas, w którym zmienie swoje życie na lepsze. To na razie tylko początek długiej drogi do szczęścia.
- Zapomniałem! Miałem cię o coś spytać. Urządzamy imprezę dziś wieczorem. Może chciałabyś wpaść? Trochę byś się odstresowała, wyluzowała. To jak? – zapytał z wyraźnym entuzjazmem na twarzy,
- Może nie powinnam tak się tym przejmować.- Prawie mnie przekonał, ale nie byłam do końca pewna czy tego właśnie chce.
- Ugh posłuchaj. Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną. Jesteś piękna, inteligentna i wrażliwa. Naprawdę. Ten chłopak jest po prostu zwykłym frajerem, który nie potrafił cię docenić. Nie wiedział jakie szczęście go spotkało. Nie przejmuj się nim.- cały czas próbował mnie jakoś przekonać. Chyba bardzo mu zależało na mojej obecności. Jednak chciałam zobaczyć jak bardzo się postara.
- Mówisz tak tylko dlatego, żeby mnie pocieszyć. Wiem jaka jestem i to  na pewno nie jest tak jak opisałeś. –
- W takim razie jak jest? – przerwał mi w pół słowa.
- Jestem chamską dziewczyną, która nikogo nie dopuszcza do siebie. Ranie każdego na kim mi zależy. W pełni zasługuje na wszystko co mnie spotkało.- powiedziałam mu w twarz dokładnie to co o sobie myślę. To nie było wymyślone. Dokładnie tak siebie widzę.
- Dlaczego taka dla siebie jesteś? Dlaczego widzisz tylko  to co złe, a pomijasz wszystkie swoje dobre cechy?- nie mógł zrozumieć mojego toku myślenia. Nie dziwie się mu. Sama siebie nie rozumiem.
- Dobrze. Przyjdę, ale nie rozmawiajmy już o tym proszę.- nie potrafiłam mu odmówić.  W jego oczach było coś takiego, co sprawiało, że mam ochotę się uśmiechać. Cały promieniał radością i zarażał wszystkich dookoła. Nie lubię gdy jest smutny, dlatego się zgodziłam. Nie chciałam go martwić. Ma swoje problemy. Rzesze krzyczących i piszczących faneczek, które latają za nim krok w krok śledząc każdy jego ruch. Przyjdą wszędzie. Jakby nie miały swojego mózgu i nie umiały sobie wyobrazić jakby one się czuły, gdyby to je spotkało coś takiego. Po prostu nie myślą.
Zapisał mi swój adres na kartce. Pożegnaliśmy się i wyszedł. Brakowało mi go. Nie chciałam z nim rozmawiać, a teraz dałabym wszystko, żeby jeszcze został. Na szczęście jeszcze dziś go zobaczę. Właśnie! Co ja na siebie włożę. Co dziewczyny wkładają na domówkę u sławnych muzyków?

Chwila. Ogarnij się co ty robisz. Zachowujesz się jak te wszystkie puste laseczki.
Poszłam do pokoju i otworzyłam wielką szafę stojącą w rogu. Po 15 minutach wpatrywania się w zawartość mojej szafy wybrałam dżinsowe szorty, które własno ręczne porwałam, białą koszulę z czarną kokardą i skórzaną kurtkę i skierowałam się do łazienki. Wzięłam długi prysznic i zrobiłam lekki makijaż.
Po kilku godzinach byłam już prawie gotowa do wyjścia. Wciągnęłam na nogi czarne conversy i ruszyłam pod wyznaczony adres.


 WOW. Jeśli chodzi o dom to mieszka całkiem ładnie.
W środku była masa ludzi. Niall od razu wypatrzył mnie w tłumie. Có
ż nie jestem jakaś bardzo niska 170 cm to wcale nie jest mało. Może uwagę zwracają moje długie czarne włosy albo ten chłód który się pojawia kiedy się gdzieś zjawiam haha.

Wszystkim mnie przedstawił. Od chłopaków z zespołu po ludzi, których widzę pierwszy raz na oczy. Już po kilku minutach siedziałam na kanapie z Niallem i El, w którą Louis pył zapatrzony jak w obrazek. To takie słodkie, że aż chce mi się rzygać. Nie żebym coś do niej miała. Po prostu mam ość miłości jak na jakiś czas.

Harry zaproponował mi drinka. Po mimo tego, że nigdy nie piłam to jakoś tak mnie kusiło. Zgodziłam się, bo w końcu raz się żyje. Jednak straciłam rachubę i przestałam zauważać jak ciągle mi dolewał.  Po jakimś czasie przestałam kojarzyć gdzie jestem i chyba urwał i się film.

Obudziłam się na podłodze przytulona do Nialla. Pamiętałam jakieś urywki z wieczoru, ale większość tak jakby przez mgłę. Do tego ten okropny ból głowy. Nigdy więcej nie dotknę alkoholu.
Chwiejnym krokiem skierowałam się w stronę łóżka. Na nic innego nie miałam siły.



2 komentarze: